Szczęście

Nie spokojna jest dusza póki nie spocznie w Bogu

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

Moja wymarzona książka którą tak bardzo pragnąłem napisać,teraz piszę się sama.Kartka po kartce zapełnia się prozą o życiu.Czy to co w niej się znajdzie będzie fikcją literacką a może to dokument wzięty z życia .Czy jest to piękny romans a może dramat.To się jeszcze okaże.Tymczasem rozwijają się wątki jak grzyby po deszczu .Jedno zdarzenie po drugim przybliża bohatera do prawdziwej miłości miłości bądź samotności we dwoje.
Nie będę już nic więcej odkrywać bo jaki sens jest streszczać to co można przeczytać lub nie.Ten wybór zostawię czytelnikom .To jednak stanie wtedy kiedy postawię ostatnią kropkę nad i.Tylko czy to ja postawię ta kropkę czy ktoś inny i to jest jak na razie nie zbadana tajemnicą.
02.09.2010 o godz. 00:26

Budzę się z uczuciem głębokiego smutku i poczucia rezygnacji.Tak wyglądają pierwsze chwile mojego dnia.Jeszcze chwilą pokrzepienia jest dla mnie słowo Boże,które staram się czytać codziennie i krótka modlitwa.To jednak nie zmienia mojego samopoczucia psychicznego i wtedy sięgam po tyle razy zażywany Zotral.Nie myślcie że to jakiś psychotrop albo dopalacz tak bardzo dziś modny.Pisałem już o tym tyle razy, jest to lek na pobudzenie mózgu do produkcji większej ilości serotoniny.Serotonina jak wiecie jest hormonem szczęścia a ja mam tego hormonu wciąż za mało. Chyba też już uzależniłem się od tej sztucznej namiastki szczęścia w postaci dwóch pigułek na szczęście codziennie zażywanych na dzień dobry.Czy to jest takie interesujące by o tym pisać i dzielić się z innymi.Nie sądzę by kogoś interesowała
moja wylewność w tym temacie. Jednak tak nie jest bo w rzeczywistości jest jak w filmie ,,Dzień Świra" z Markiem Kondratem. Jesteśmy zawistnym narodem i cieszymy się z nieszczęścia innych a nawet o te nieszczęścia prosimy dla innych w naszych modlitwach ale do kogo.Tytuł tego wpisu to ukryte pragnienia.No a moim największym jest życie w normalnym świcie.Czy to tak dużo dla nie których ,to jak kosmos.Tylko że moim światem jest teraz dom którego nie mam a w nim nie ma szansy na normalność.No ale w tej chwili zaczyna się działanie pigułek a więc dość narzekania i biadolenia.O to moje ostatnie rysunki ale nie ma ich zbyt wiele a nauka rysunku idzie mi bardzo wolno i opornie.
Jan Radwan.












29.08.2010 o godz. 13:14

Nareszcie mam szanse zająć się malowaniem i nawet mieć z tego jakieś wymierne korzyści.Nie uważam się za doskonałego artystę jak inni,którzy zajmują się malowaniem od wielu lat.Swoje uzdolnienia artystyczne odkryłem tak późno a jest to tak szeroka dziedzina.Muszę się nie mal wszystkiego uczyć od podstaw.To nie jest łatwa rzecz ,bo najlepiej wiedza jest przyswajana do głowy ,gdy się ma kilkanaście lat i jest się młodym.Tymczasem ja jestem w wieku średnim ale nie chce być jakimś nie douczonym amatorem i dla tego zacząłem od nauki rysowania zwierząt a teraz postaci ludzkiej.Chciałbym jeszcze przyswoić sobie wiedzę o rysowaniu architektury i posmakować w pejzażach ale do tego ostatniego ,trzeba jakiś plenerów.Być może teraz spełnią się moje oczekiwania i podczas wspomnianej szansy coś naszkicuje a później namaluje kolorem ,który jest dla mnie wezwaniem .Ostatnio raczej nie malowałem za wiele farbami a pozostawałem w kręgu ołówka rysując i szkicując ale nie z natury.Ostatnie kilka dni to mój udział w Jarmarku Podhalańskim który,okazał się totalną kichą dla mnie i innych bardziej zasłużonych i uzdolnionych artystów.Widać jak społeczeństwo jest ubogie i nie wielu stać nawet na zakup choćby nie wielkiego obrazka namalowanego choćby tłusta pastelom albo akwarelę za jedyne 50 albo nawet mniej złotych.Tu tylko baca który,sprzedaje oscypek i żętycę oraz bundz a także chleb ze smalcem może coś zarobić.Jednym słowem można ocenić minioną imprezę jako całkowitą żenadę i nic więcej.Co się dziwić skoro ludzie wolą tanią reprodukcje Chińska od obrazka namalowanego ręcznie przez artystę.Byle jakość skrajne chamstwo oraz duże ilości alkoholu to teraz wykładnia współczesności pozbawianej prawie całkowicie humanizmu i kultury oraz sztuki społeczeństwa żyjącego w coraz bardziej skrajnym materializmie.Dziś najważniejsze jest być silnym ,cwanym i po trupach pchać się do przodu a człowiek ma być przedmiotem a nie podmiotem a każdy myślący inaczej to czubek.Humanizm to banalne określenie kogoś z epoki kamienia łupanego.Straszne zezwierzęcenie które doprowadzi w końcu do upadku cywilizacji śmierci a nie życia. Jan Radwan

23.08.2010 o godz. 01:15

Noszę w sobie śmierć.Nie wiedziałem tego do dziś,żyjąc jakby w słodkiej nie świadomości.Pojechałem tam do Szpitala by zrobić długo odkładane badania.Teraz jeśli potwierdzą to inne ,pozostanie odliczać czas na zegarze życia ,dni,godziny a może minuty do mojej wyczekiwanej śmierci.
Cieszę się choć to niemal makabryczne że,już nikt mi niczego nie będzie zazdrościł ani nie będę musiał się zmagać z ludzką zawiścią w tym życiu.To takie patetyczne umierać w tak młodym wieku ale muszę się oswoić ze świadomością jak nie wiele czasu mi zostało.Moje marzenia o napisaniu czegoś prozą stają się coraz bardziej odległe i chyba te 7 wierszy ,będzie jedyna spuścizną mojego bardzo nie udanego życia.Chciałbym jeszcze pożyć z prawdziwą i kochającą kobietą ale za późno odwlekałem moją decyzje o zakończeniu trwającego 20 lat związku.To nic że jestem tak połowicznie wolny,skoro jedyną moja nadzieja było i jest ta mała kawalerka z zasobów komunalnych miasta,której mogę już nie doczekać.Nigdy nie miałem ani nawet nie pragnąłem wielkich pieniędzy i dobrze,bo nawet nie wiecie jakim niewolnikiem czyni ich posiadanie.Jeszcze większym niewolnictwem bywa to że,posiadając z łaski Bożej duży majątek nie umiemy podzielić się z kimś potrzebującym.Teraz pozostało mi uratować przynajmniej syna od losu jego chorej i niepełnosprawnej siostry.Może Bóg w swojej łaskawości da mi jeszcze trochę czasu i choć odrobinę szczęścia którego,miałem tak mało.Nie szukam u nikogo litości bo to bardzo poniżające.Czeka mnie golgota ale jeśli to uratuje moją umęczona duszę ,niech się dzieje wola Boża.Myślę często o wielkim człowieku i świętym Gandi który,powiedział że uwierzy a za nim ponad miliard ludzi w naszą wiarę,jak zostanie mu przedstawiona osoba która,żyje do końca ewangeliczną miłością.To musiał by być ktoś taki jak sam Jezus,który nawet dla duchownych w Kościele jest tak odległy jak najdalsza galaktyka.Muszę się ubrać i jechać do szpitala na kolejne badania i dlatego zostawię ten wpis otwarty a zatem jeszcze nie zakończony jak moje życie powoli dogasa się tląca nadzieja.Jan Radwan

19.08.2010 o godz. 05:48

Ta piekielnica prokuratorska Komperda zasiała ziarno kłamstwa w Sądzie Metropolitarnym.Jak to możliwe że,ginie jedyny ślad mojej wcześniejszej obecności w Kurii w postaci pisma opisującego przebieg mojego życia przed ślubem i po ślubie,który wzioł ode mnie pewien starszy kapłan. No a trakcie rozmowy z klechą 13 sierpnia sugeruje mi bardzo inteligentnie,że być może mam urojenia.Zawsze mogę wnioskować o rozpatrzenie mojej sprawy przez innego urzędnika w sutannie a najlepiej z tym z którym,rozmawiałem za pierwszym razem.Dlaczego nie zasugerował konieczności rozmowy z byłą żoną nie wiem.No a oświadczenie na którym widnieje podpis byłej żony że,ukryła przede mną przeszkody uniemożliwiające zawarcie ważnego Ślubu Kościelnego ,tym nawet się nie zainteresował.Napiszę ten wymagany pozew opierając się na wzorze a wtedy zobaczymy.Mam parchów tam gdzie słońce nie do chodzi.Czy nie są po to by służyć bliźnim.Kończę z tym opisywaniem tej paranoi.Jan Radwan
17.08.2010 o godz. 23:19

Wczoraj chyba definitywnie pozbyłem się skrupułów w temacie unieważnienia mojego Ślubu Kościelnego.Byłem już tam raz jeszcze w trakcie mojej trwającej sprawy rozwodowej i zostawiłem tam pismo napisane odręcznie starszemu kapłanowi.Jednak ślad po mojej obecności razem ze wspomnianym pismem zaginął i po co było się wysilać.Do tego to przesłuchanie przez urzędującego kapłana. Rozprawa rozwodowa w Sądzie Cywilnym to pikuś do tego czym jest sprawa w Sądzie Metropolitarnym.Może mogłem pomodlić się więcej w tej sprawie przed wyjazdem do Krakowa i za kapłana z którym rozmawiałem .Niewykluczone jest też i to ,że nie przygotowałem się zbytnio na to spotkanie.Sama rozmowa w trakcie której,duchowny zadawał mi pytania na które,nie mogłem mu odpowiedzieć a przecież trzeba mówić prawdę była dla mnie koszmarem.bo skąd ja mam pamiętać jakieś tam wydarzenia z ponad 20 lat temu.Mojej znajomości przed podjęciem decyzji o zawarciu małżeństwa było jakieś 3 miesiące.Tu jednak liczą się dowody i to mocne dowody z okresu narzeczeństwa a więc przed małżeńskiego.Koniec końców jest taki że,księżulo dał mi nie wielkie szanse na doprowadzenie sprawy do spodziewanego prze ze mnie rezultatu.Do tego muszę się liczyć z koniecznością przebadania przez biegłego psychologa albo psychiatrę ,bo zachodzi także ewentualność że ,jestem osoba która ma urojenia.Ja rozumie takie są przepisy i wymagania ale skoro są dwie osoby ,które chcą uregulować swoje sprawy z Kościołem to nie powinno się mnożyć tylu trudności.No cóż to są urzędnicy w sutannach za których tyle lat modliłem się i nadal to robię.To jednak nie ma znaczenia i nie na temat jeszcze trzeba co najmniej 4 świadków,którzy przekonają w Sądzie Archidiecezjalnym kościelnych prawników ,że moja była żona była nie zdolna z przyczyn natury psychicznej do podjęcia obowiązków małżeńskich.Taki został umieszczony tytuł nieważności mojego małżeństwa w kościele przez księżula.Na tym nie koniec bom trzeba dostarczyć możliwie jak najwięcej papierów i 1250 zł ,można w ratach.Oczywiście trzeba się liczyć że,skład sędziowski nie uzna moich argumentów i wtedy pieniądze pójdą się paść.Jest jeszcze jedna nadzieja ale jeśli ona nie wypali trudno będę zmuszony może nawet zmienić wyznanie,bo jak postanowię być z inna kobietą ,będę wyklęty jako osoba łamiąca ustalone przez samego Boga zasady.To nic że moja była przyznaje się do ukrycia przede mną swojego uzależnienia od alkoholu i ociężałości psychicznej oraz choroby psychicznej ,nawet jeśli tak jest droga do unieważnienia małżeństwa raczej przedstawia się bardzo marnie.Czy ja mam pretensje do kogoś albo biadolę a może narzekam nie,tylko teraz wiem że jak człowiek popełni błąd nie dostanie w pewnych okolicznościach szansy na drugi raz.Trudno Bóg to kiedyś osądzi ,bo ten ziemski trybunał nie zawsze jest sprawiedliwy i przystępny dla człowieka.kończę swoje użalanie na klechów i ich ul,bo sam jestem jeszcze Katolikiem i nie wiem jak długo jeszcze.Jan Radwan


6 lutego 2010, 11:30
Unieważnienie ślubu kościelnego – fakty i mity
Marcin Prusak
Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela – słyszymy na ślubie kościelnym. A jednak są ludzie, którzy starają się o tzw. kościelny rozwód. O procedurze stwierdzenia nieważności sakramentu małżeństwa mówi ksiądz dr Andrzej Pawłowski.

– Są ludzie, którzy ślubują sobie przy ołtarzu coś, czego nie są w stanie dotrzymać – mówi ks. Andrzej Pawłowski
(Gazeta Współczesna)
- Co roku do polskich sądów biskupich trafia 3,5 tysiąca wniosków o orzeczenie nieważności sakramentu małżeństwa. To daje nam drugie miejsce w świecie, za Włochami. To chyba dużo. Czy to oznacza, że unieważnianie małżeństw stało się w naszym kraju modne?

– Proszę zauważyć, że w naszym kraju jest zdecydowana większość katolików, więc porównując nas z innymi krajami, trzeba to wziąć pod uwagę. Ja też jestem trochę zdziwiony tymi danymi. W naszym sądzie w tym roku będzie takich spraw o 20 procent więcej w porównaniu z ubiegłym rokiem. W ciągu roku rozpatrywaliśmy zwykle siedemdziesiąt kilka spraw. Myślę, że do końca tego roku będzie ich około 90. Nie wiem, czy to wynika z mody, czy ze wzrostu świadomości wiernych, że mogą skorzystać z takiej możliwości.

- Czy korzystają z tego tylko młodzi ludzie?

– Młodych ludzi zwraca się do nas najwięcej, bo przez kursy przedmałżeńskie i katechezę oni wiedzą najwięcej. Przychodzą do nas także ludzie w średnim wieku. Po 20 albo i więcej latach od zawarcia małżeństwa. Czasami jest tak, że gdy ksiądz chodzi po kolędzie, pyta ludzi mieszkających ze sobą w nieformalnym związku bądź związku cywilnym, czy mają jakąś przeszkodę do zawarcia małżeństwa. Okazuje się, że, na przykład, jedno z nich wcześniej było w innym małżeństwie. Wtedy proboszcz pyta, czy nie chcieliby czegoś zrobić, aby rozpocząć proces o orzeczenie nieważności małżeństwa.

- Jak to możliwe, że ktoś, kto unieważnił małżeństwo, czyli zerwał to, co Bóg złączył, a człowiek nie może rozłączać, nadal był katolikiem?

– To błąd nazywany przeze mnie kalką z sądów cywilnych. Nie ma czegoś takiego jak rozwód kościelny czy "unieważnienie” ważnie zawartego małżeństwa. Walczę z takimi określeniami. Aby sąd cywilny orzekł rozwód, musi stwierdzić, że nastąpił całkowity i trwały rozpad pożycia małżeńskiego. Natomiast sądy biskupie cofają się do momentu pobrania się i sprawdzają, czy małżeństwo było ważnie, czy nieważnie zawarte. Mówiąc prosto: człowiek staje przed ołtarzem i ślubuje miłość, wierność, uczciwość małżeńską i że nie opuści drugiego człowieka aż do śmierci. To jak zawarcie umowy. Okazuje się jednak, że są ludzie, którzy idą do ołtarza i ślubują sobie coś, czego nie są w stanie dotrzymać. Z różnych przyczyn. Na przykład, bo są chorzy psychicznie, a tego w tym momencie nie widać. Albo małżonek jest niedojrzały. Upraszczając maksymalnie: to tak, jakby ktoś sprzedawał coś, czego nie ma, albo podpisał umowę na coś, o czym nie ma pojęcia.
Druga sprawa to coś, co w prawie kanonicznym nazywane jest symulacją. Czyli ktoś idzie do ołtarza i ślubuje, ale tylko słowami, a wewnętrznie jest przekonany, że nie będzie wierny albo nie będzie miał dzieci, albo myśli sobie "ja i tak cię zostawię”. To jest sfałszowanie przysięgi.

- Pewnie jest bardzo ciężko udowodnić, że ktoś przed ślubem miał zamiar zdradzać swoją żonę lub męża? Nie wierzę, że taki człowiek rozpowiada to na prawo i lewo przed założeniem obrączek.

– Rzeczywiście, jest to trudne do udowodnienia, ale spotkałem się z przypadkami, że ludzie przed małżeństwem zwierzali się innym z takich zamiarów. Czasami dowód jest wprost. Na przykład ktoś idąc do ołtarza, cały czas utrzymuje znajomość z kochanką lub kochankiem. To jednoznaczne z tym, że taki człowiek nie ma zamiaru być wiernym współmałżonkowi. Tak samo ma się sprawa, gdy ktoś przy ołtarzu deklaruje chęć posiadania potomstwa, a potem okazuje się, że robi wszystko, żeby tego potomstwa nie było. Na przykład stosuje przez cały okres małżeństwa środki antykoncepcyjne.

- Czy to nie jest tak, że ludzie naoglądali się amerykańskich filmów, gdzie bohaterowie pięć razy biorą ślub i za każdym razem w białej sukience w kościele, i chcą dla siebie tego samego?

– Z moich doświadczeń wynika, że zdecydowana większość ludzi składających wnioski o unieważnienie małżeństwa kieruje się swoim dobrem duchowym. Gdy są w innych związkach i nie mogą pójść do komunii świętej. Nawet wtedy, gdy dziecko takiego człowieka przyjmuje chrzest, rodzice chrzestni i rodzina idą do komunii, a on nie może. Takie wykluczenie boli. Mniejsza grupa ludzi kieruje się oczekiwaniami nowej partnerki lub partnera. Mówią mi "dla mnie to nie jest takie trudne, że nie mogę przyjąć komunii świętej, ale wiem, że moją partnerkę lub partnera to boli.” Jest też najmniejsza grupa, która chce mieć znowu ślub w ładnym kościele z białą sukienką. Taka motywacja jest pewnie niedojrzała, ale nie dyskwalifikuje tych ludzi z możliwości prowadzenia procesu o orzeczenie nieważności małżeństwa.

- Jak zatem zabrać się za taki proces?

– Najprościej zwrócić się do swojego proboszcza o kontakt z sądem biskupim. Proboszcz poda numer telefonu. Taka osoba się z nami umawia i przyjeżdża na spotkanie informacyjne. Można też wejść na stronę diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej i kliknąć na link sądu biskupiego. Tam podane są nasze dane adresowe, wzór pozwu, który należy napisać, dokumenty, które trzeba zgromadzić. Najlepiej jednak wcześniej przyjechać do nas, zadamy wtedy kilka pytań, aby zbadać, czy są podstawy do rozpoczęcia procesu. To potrwa najwyżej godzinę. Nie ma do nas dużych kolejek, więc łatwo umówić się na spotkanie.

- Ile kosztuje taki proces?

– Koszty procesu są różne w zależności od stopnia jego skomplikowania. Są one jednak tak skalkulowane, aby każdy, kto ma podstawy do rozpoczęcia procesu, mógł go poprowadzić. Pieniądze nie mogą być tutaj przeszkodą, dlatego też dla ludzi w najtrudniejszej sytuacji finansowej proces jest darmowy. Niestety, ostatnio pojawiło się parę osób, które chcą doradzać w tych sprawach pod szyldem kancelarii prawniczych i za samo napisanie pozwu wyciągają od ludzi ogromne pieniądze.

- Słyszałem jednak, że proces o orzeczenie nieważności małżeństwa trwa bardzo długo.

– To kolejny z mitów, przynajmniej w odniesieniu do naszego sądu. Według prawa kanonicznego, proces w pierwszej instancji powinien trwać do roku, a w drugiej instancji do pół roku. My w tym czasie się mieścimy. Jeżeli świadkowie się zgłaszają i strony przyjeżdżają na wyznaczone terminy, to jesteśmy w stanie zmieścić się nawet w pół roku. Wiem, niestety, że w innych sądach personelu jest mało i wówczas takie sprawy trwają dwa albo trzy lata.

- Sprawa zawsze musi trafić do sądu drugiej instancji?

– Ustalanie ważności lub nieważności małżeństwa jest bardzo ważną sprawą, więc Kościół nie może sobie pozwolić na pochopne decyzje. Jeżeli my w Koszalinie stwierdzimy nieważność małżeństwa, to sprawa automatycznie odsyłana jest do sądu drugiej instancji w Szczecinie po potwierdzenie. Dopiero potem obydwie strony są stanu wolnego. Podobnie, jeżeli ktoś w pierwszej instancji dostanie odmowę unieważnienia małżeństwa, może odwołać się do drugiej instancji. Około 50 procent spraw kończy się pozytywnie dla wnoszących. 99 procent naszych wyroków jest potwierdzana w Szczecinie.

- Czy aby doszło do unieważnienia małżeństwa, muszą tego chcieć obie strony? Co się stanie, jeśli jeden z małżonków nie będzie pojawiał się na rozprawach?

– Jeżeli pozwany nie pojawi się po kilku wezwaniach albo odpowie, że nie chce w tym uczestniczyć, to proces będzie toczył się tylko z jedną stroną. Brak pozwanego nie blokuje procesu, ale czasami go utrudnia. Mamy sposoby na to, aby do obiektywnej prawdy dotrzeć. Nasze procesy rozpoczynają się zwykle po rozwodach cywilnych, gdy ludzie już ułożyli sobie nowe życie i nie mają już do siebie pretensji. Dlatego najczęściej obu stronom zależy na uznaniu nieważności ich małżeństwa i najczęściej współpracują ze sobą.

- Rozumiem, że wnoszący o orzeczenie nieważności nie musi podawać winy pozwanego, ale może powiedzieć, że to on był niedojrzały do ślubu?

– Tak. Czasami przychodzą do nas ludzie i mówią: "Proszę księdza, gdy brałem ślub, miałem ledwie 20 lat i byłem bardzo niedojrzały. Teraz mam 30 lat i zupełnie inaczej patrzę na życie. Ja wtedy nie nadawałem się do małżeństwa.”
Najpopularniejszym teraz powodem zgłaszanym przez ludzi jest niezdolność psychiczna do podjęcia istotnych obowiązków małżeńskich. Tych powodów jest wiele. Od choroby psychicznej jednego z małżonków, przez alkoholizm, narkomanię, a skończywszy na niedojrzałej osobowości. Czasami to syndrom człowieka, który nie podejmuje pracy, dla którego ważniejsi są koledzy, wyjazdy, a nie żona, dom i dziecko. Tacy ludzie żyją w ten sposób nawet do 50. Mamy też przypadki, że któryś z małżonków nie potrafi odłączyć się od rodziców i matka jest dla niego ważniejsza niż żona. To także dowód niedojrzałości i może być powodem wystąpienia o uznanie nieważności małżeństwa.

Ks. dr Andrzej Pawłowski jest oficjałem Sądu Biskupiego Diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej. Święcenia kapłańskie przyjął w 1995 r. W 2002 r. obronił doktorat z prawa kanonicznego o specjalności sądowniczej na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie.

Źródło: Gazeta Współczesna: Są ludzie, którzy chcą mieć drugi ślub w kościele
14.08.2010 o godz. 12:54

To nie jest zbyt udany obraz i daleko mu do oryginału,obrazu mojego ulubionego oraz jak na razie niedoścignionego mistrza Stanisława Wyspiańskiego.Zresztą ten oryginalny obraz Wyspiański namalował tłustą pastelom.Cóż w końcu bawię się w rysowanie i malowanie dopiero 2 lata i wszystkiego muszę się uczyć.Najwięcej wciąż jednak trudności sprawia mi dobór odpowiedniego koloru ale i z tym w końcu dam sobie radę.Skoro radzę sobie z rysowaniem i kopiowaniem prawie wszystkiego to i wypełnienie kolorem tego co już narysowałem nie powinno być aż takie trudne.Teraz jednak trochę muszę po biadolić albo ponarzekać i kto mi zabroni.Mam już całkiem nie mały zapas farby akrylowej ale wciąż nie stać mnie na choćby kilka blejtram z płótnem.Marzę by wreszcie namalować coś farbami olejnymi oraz bym stal się posiadaczem sztalugi skrzynkowej plenerowej.To tak dużo chyba nie czy jednak spadnie mi to z nieba.Może jednak tak się stanie bo biadoleniem i tak niczego nie zdobędę.Czy mam coś więcej do napisania co by było pełne optymizmu.Niestety nie mam i dlatego kończę.Jan Radwan
Tagi: Akryl.
08.08.2010 o godz. 17:48

Dostałem komentarz od jakieś nie znanej mi osoby do wpisu.Później usunąłem go a z nim dwa inne wpisy.Bo po co później czytać takie osądy o swojej osobie ,jak ten że jestem wrogo ustosunkowany do Kościoła.Może trochę nie przemyślałem pisząc coś co by mogło to potwierdzać ale ja całkowicie temu zaprzeczam.Czy biadolę czasem tak to jest prawda ale któż nie ma wad i trzeba je wypleniać jak chwasty ,by nie zarosły wnętrza człowieka.Co do nienawiści jest to bardzo rujnujące spokój i ład zjawisko.Jednak trzeba się starać o zastąpienie jej jeśli nie zaraz miłością,to przynajmniej nie wchodzeniem sobie w drogę.Bardzo bym chciał ale pewna osoba myśli i robi na odwrót. Jutro umieszczę być może kolejne rysunki i szkice.
No i bawię się ucząc się rysowania postaci ludzkiej.Trochę szkoda bo nie namalowałem w tym roku zbyt wiele i na Jarmarku Podhalańskim nie będę miał czym handlować.Jednak przecież od czegoś należało zacząć a ja od rysunku i szkicowania.Jednak to rysowanie i szkicowanie bardziej przypomina kopiowanie a nie tworzenie czegoś nowego.Gdybym więcej szkicował i rysował z natury ale do tego konieczne było by zrobienie sobie pleneru.Przyjdzie czas na to ale wcześniej ,muszę zaopatrzyć się w sztalugę plenerową.Na razie mam pod dostatkiem farb akrylowych,akwarelowych a znacznie mniej tempery i oleju.Tylko że muszę nauczyć się dobierania koloru a używanie ołówka,węgla czy sepii nie wiele ma wspólnego z kolorem.Na koniec perspektywa i proporcje bo to też jest ważna rzecz.Jan Radwan

04.08.2010 o godz. 02:28

Moje codzienne zmagania by zmienić coś w swoim życiu to istna droga przez mękę.Poświęciłem 20 najpiękniejszych lat swojego życia kobiecie z którą,nigdy nie byłem szczęśliwy.Potem wróciłem do nieszczęśliwie zakończonej pierwszej miłości młodzieńczej i drugi raz doznałem zawodu.Teraz być może stoję przed ostatnią w życiu szansą ułożenia sobie życia z kimś kto mnie kocha i na kim się nie zawiodę.Nie chciałbym bowiem znów czekać tak jak czekałem na moją pierwsza miłość i nie doczekałem się niczego prócz zawiedzionych oczekiwań bycia razem,które nigdy się miały nie spełnić.Tylko czy kobieta którą , postanowiła zostać moją przyjaciółką powinna milczeć i nie napisać o sobie nic.Wydawać by się mogło że,to nie wytłumaczalne a jednak.Gdy się za bardzo czegoś chce i nadskakuje drugiej osobie to takich później należny oczekiwać rezultatów. Może jest romantyczką jak ja byłem ale już się wyleczyłem i zwyczajnie uważa ,że to ja powinienem zrobić pierwszy krok.Tymczasem mnie to nawet nie jest w głowie i skoro postanowiła milczeć niech tak zostanie.Zresztą dawniej kiedy ze mną zerwała a to już będzie ponad 30 lat temu też wszystko urwało się jak przysłowiowy film ,to dlaczego teraz miało by być inaczej.Może to był tylko sen a może nic się nie wydarzyło.Kierunku płynącej wody palcem nie zmienię. Tak się rozpisałem o rzeczach o których wcale nie miałem zamiaru pisać że,znów być może ktoś czytając treść tego zapisu określi go blogiem monotematycznym.Jednak ta romantyczna bajka zostawiła na mojej duszy wielką przepaść jak ta nad Wielkim Kanionem W Górach Skalistych i na chwilę wróciły tamte chwile.Przejdę jednak ze świata romansu do prozy życia które,jest jak już we wstępie określiłem trudną wspinaczką pod górę na szczyt i tak dalej dopóki siły i tchu nie braknie.Czy łatwo do czegoś dojść kiedy straciło się tyle cennego czasu.Siedzę w domu i uczę się rysować jak początkujący artysta malarz a do dyspozycji mam jeden czy dwa komplety ołówków artystycznych oraz wciąż nie kompletne akcesoria malarskie.Jak mam rozwinąć w sobie swóje uzdolnienia artystyczne.Nawet kupno sztalugi plenerowej skrzynkowej jest dla mnie jak gwiazda jeszcze nie odkryta.Powoli dzięki zakupom w internecie i sklepie prowadzącym sprzedaż wysyłkową kupuje raz farbki a kiedy indziej pędzelki.Co mam zrobić skoro jak na razie nie mam możliwości podjęcia jakiegoś zatrudnienia.To jednak nie wszystko bo nadal nie mam nawet choćby kursu malarstwa artystycznego i muszę sam zdobywać trudną i kosztowna choćby przez zakup odpowiednich książek i albumów wiedzę o technice malowania i sztuce ,której uczą w Akademii Sztuk Pięknych.Moje położenie nie jest do pozazdroszczenia i wspólne mieszkanie z moja byłą żona oraz chorą córką.Teraz będzie trochę psychodeliczne.Poprzedniej nocy śnił mi się czarny wściekły pies który mnie ugryzł.Znaczenie snu znalazło swoje odniesienie w rzeczywistości kiedy ciotka mojej byłej prokurator Bronisława obrzuciła mnie błotem i nadal to robi ale ja jej dałem do zrozumienia że,nie będzie mi jeździć po głowie.Jest tak wściekle zła że,sobie chce ułożyć życie na nowo.Ubliża mi od chorych psychicznie a sama powinna się chyba leczyć.Do tego manipuluje moja dorosłą już i chorą córką.tak załatwia porachunki ze mną i nie doszło do niej że,nie będę się poświęcał dla jej siostrzenicy oraz pełnoletniej córeczki ,która mnie zdradziła i to za mój wysiłek wychowywania od 6 miesiąca życia.Ta wredna Brona chce bym zginął w tym bagnie w które dzięki jej kłamstwom zostałem nie mal utopiony i nigdy z niego nie wyszedł.Gdyby ktoś wiedział ile jest ludzi którzy,by chętnie jej lep ukręcili za jej przekręty i nie godziwości.Jest późno dziś nie umieszczę kolejnych rysunków i szkiców postaci ludzkiej ale zrobię to w innym czasie.moje marzenia:


być napadniętym przez psa - niebezpieczeństwo
pies gryzący się - kłótnia w rodzinie


Sennik Czarny pies, sen o czarnym psie.

zdradzi Cię przyjaciel



Sennik Agresywny pies, sen o agresywnym psie.

konieczna ostrożność

Jan Radwan.














02.08.2010 o godz. 01:34

Nie jestem wybitnym poetą i chyba wciąż jestem bliżej grafomanii i przeciętności niż wysokich lotów.tu chodzi nie tylko o poezje ale i malarstwo także.Co jednak można wymagać od kogoś kto tak późno odkrył swoje talenty.Przecież inni musieli pracować na swoja sławę i pracują wiele lat.Wielkość wielu poznajemy i doceniamy dopiero wiele lat po ich śmierci.Tak też stało się z moim najukochańszym poetą Guillaume Apollinaire.Więc w tym świecie materializmu i zepchniętego po za margines humanizmu umieszczę jeszcze raz swój chyba zabawny wierszyk.

Skarb
Anioły są wśród
nas
Przemieszczają się
teleportowane

Wiadomości wysyłają
hologramowe
Zbierają niebiańscy
kurierzy Bogu
nasze e-maile
smsy mmsy i wideo rozmowy


Tylko kiedy
zaginą unieruchomione
fale komórek
zatkają się łącza
internetowe
Cisza pozwala usłyszeć
słowa Boga w hałasie

Aniołowie zbierają
nasze myśli i uczynki
dobre
Przez kontakt osobisty
masz wiarę
Zawiązują się relacje
Bóg anioł i człowiek
Jan Radwan




Twój uśmiech pociąga mnie jak
Mogłby pociągnąć mnie kwiat
Fotografio jesteś brązowym borowikiem
Z lasu
Którym jest jej piękno
I są w nim biele
Światło księżyca
W spokojnym ogrodzie
Źródlanych wód zawziętych ogrodników
Jesteś fotografio jak dym bijący z żaru
Którym jest jej piękno
W tobie
Fotografio
Są omdlałe dzwięki
Słychać w nich
Śpiew z deklamacją
Fotografio jesteś jak cień
Słońca
Którym jest jej piękno






31.07.2010 o godz. 09:34

Znów połykam kolejne dwie pigułki Zotralu i czekam na szczęście,którego mi tak bardzo teraz brakuje. Tylko że ja w ciągu ostatnich 20 lat mojego życia miałem go bardzo nie wiele.No a to jest przecież lepsze od picia alkoholu albo palenia trawy lub stosowania innych dopalaczy które,mogą mnie tylko uzależnić.Taka jest alternatywa i chyba jak widzicie sami nie zbyt zachęcająca.No ale dla pewnych ludzi będę świrem albo jak to próbowała zrobić ze mnie Brona człowiekiem chorym psychicznie.Po co to robi nie wiem ale rozpowszechnianie takich kłamstw to zniesławienie a wprowadzanie fałszywych zaświadczeń o mojej rzekomej mojej chorobie psychicznej do instytucji jaka jest Sąd Metropolitarny w Krakowie jeszcze poważniejsze przestępstwo.Powinna to wiedzieć była pani prokurator która, myśli najprawdopodobniej że stoi ponad prawem.Pisałem już chyba o tym i muszę pisać bo nigdy nie zgodzę się by ktoś publicznie szargał mi reputację.Kłamstwo jak oliwa zawsze na wierzch wypływa.Przyjdzie czas a przekona się o tym sama.Wiem bardzo dożo o jej przekrętach i sprawiedliwej niesprawiedliwości.Dziś jeszcze przywozi mi chorą psychicznie córkę na własna rękę i uszczęśliwia naszą rozpadającą się rodzinę.Wszystko dlatego że postanowiłem wyjść z tego trwającego przez 20lat małżeństwa będąc zanurzonym w bagnie po uszy.Według niej powinienem nawet za cenę swojego szczęścia żyć i poświęcić się dla jej siostrzenicy z która nadal mieszkam choć jestem po rozwodzie prawie rok.Oprócz tego nie czując do Niej nic mam się zajmować tą kobietą o infantylnej osobowości małej dziewczynki,bo nadal obowiązuje mnie ślub kościelny.Tylko że jeden który,już mnie nie obowiązuje jak i ten drugi jest za cenę ukrytego kłamstwa,które miało nigdy nie wyjść jak wspomniana oliwa na wierzch.To jeszcze nie ostatnia ofiara zanim zostanę beatyfikowany i kanonizowany ,mam jeszcze zostać z moja była dla mojej prawie dwudziestoletniej chorej córki.Myślę że jak jest taka ofiarna to może się poświęcić.Kończę już to pisanie i może któraś z tych świń które,słuchają Bronę przeczyta ten wpis ale wątpię by to do takich ludzi trafiło.Jan Radwan
















24.07.2010 o godz. 16:05

Kupiłem sobie trochę materiału głównie farby ,pędzelki i papier oraz bardzo ciekawy album ,,Wielka Księga Sztuki''za cenę bardzo wielkich wyrzeczeń.Wciąż jednak nie mam prawdziwej i odpowiednio dobranej sztalugi oraz blejtram z naciągniętym na nich płótnem.To jednak nie największy problem z jakim muszę się borykać.Bo jak namalować cokolwiek nie posiadając inspiracji do malowania.Zawsze mogę oczywiście jak to robił Vincent Van Gogh rysować i malować kopie obrazów podziwianego przez siebie Milleta.No ale artystą staję się wtedy kiedy sam coś nowego tworzę.Tylko że Vincent zaczął swoja przygodę z rysowaniem i malowaniem już w wieku 9lat a ja dopiero 2 lata bawię się w coś o czym mam tak mało pojęcia.W tym miejscu dochodzę do ostatniego elementu który,jest tak samo ważny jak talent podarowany od Boga to znaczy wiedza.Ten bardzo polubiony przeze mnie malarz ,który nic nie sprzedał ze swoich obrazów w ciągu życia a którego obrazy po jego śmierci zyskały wielka sławę i kosztują krocie uczył się rysowania i malarstwa studiując podręczniki:Kurs nauki rysunku Bargue'i Zbiór rysunków węglem Allonge'a oraz w marcu 1886 roku wpisuje się na kurs Cormona ,akademickiego malarza tematów historycznych.Pracował jako sprzedawca w słynnej galerii-antykwariacie Goupila w Hadze.Zatem posiadał dość rozległą wiedzę ,której mi brak.W tym prowincjonalnym Galicyjskim miasteczku założonym na prawach miejskich przez Kazimierza Wielkiego mam bardzo nie wielkie szanse dojść do czegokolwiek a o kursie tu można pomarzyć.Zresztą wiem ile kosztują takie kursy a za darmo żaden artysta nie podzieli się nawet w najmniejszym stopniu wiedza której ,się nauczył.Przynajmniej ja takiego malarza po Akademii Sztuk Pięknych nie znam i to tu w pobliżu.Poza tym nie mam jak to w przypadku Vincenta takiego dobrego brata ,który był jego mecenasem i wspierał finansowo jego talent.Jan Radwan

15.07.2010 o godz. 14:32

Pani Brona nazwała mnie pasożytem i rozsiewa dalej trujący jad żmijowy ale kij ma dwa końce.Ja to jakoś przeżyje ale ona za swoje kłamstwa i nie godziwości będzie musiała kiedyś odpokutować.Przed Bogiem w którego raczej na pewno nie wierzy wszyscy jesteśmy równi.Była pani prokurator załatwiła z księdzem z Ludźmierza mój z jej siostrzenicą ślub i wszystko za pewna przysługę.Nawet świadkowie byli podstawieni ale w tym nie ma nic złego i moralnie jest w porządku.Przecież jak mam pieniądze mogę teraz znaleźć dwóch świadków i zapłacić od ręki krukom 1250 zł by w Sądzie Metropolitarnym unieważnić zawarty z jej siostrzenicą ślub. Obiecywała nam gruszki na wierzbie a teraz w swoich ostatnich podrygach mści na mnie bo się z jej siostrzenicą rozwiodłem.Ją też wyrzuciła jak śmiecia wiedząc dobrze o tym że,ta do małżeństwa i zakładania rodziny jest nie zdolna.Te fakty ona sprawiedliwa teraz skrzętnie ukrywa.No a list w którym zapewniała że poleci do USA i na wszystko zarobi i da Nam ,że nawet nie będziemy musieli pracować.No a w USA nie ma szans dla młodych i zdrowych ludzi bo płaca tak mało i to nawet 20 lat temu tak było.To słowa prawnika po Uniwersytecie Jagielońskim ,która przez długie lata była prokuratorem w Prokuraturze Rejonowej w Nowym Targu.Ona jest normalna a ja jestem chory psychicznie i pewnie to wszystko sobie wyssałem z palca.Dowody to jest list z tymi bredniami już dawno pływa z kanalizacji z gównami.Tego się nauczyła jak niszczyć dowody ale osób które czytały ten list jest tyle.Wiem że gdyby była na stanowisku to po rozwodzie mieszkałbym w przytułku dla bezdomnych albo gdzieś na ławce w parku a nie pod jednym dachem ze swoja byłą a jej siostrzenicą.Chciała by moja matka podpisała polisy ubezpieczeniowe na nasze dzieci a ona będzie wpłacać tylko że,ona jest osoba nie wiarygodną.Tak jak opowiadała że ziemia na której wybudowała sobie domek miała być własnością byłej zony ,tylko zapomniała dodać o jednym że na posiadanie ziemi trzeba mieć akt własności i płacić podatek.Mieszkanie też jej kupiła za swoje pieniądze taka szlachetna to dlaczego to pole jest przez jej dupę przysiadnięte.Tak ją nie nawiedzę że utopiłbym ja w łyżce wody ale teraz podzielę się z blogowiczami kolejnymi szkicami.Została mi tylko do narysowania żyrafa i po kursie rysowania zwierząt.Co do mojego pasożytnictwa jak twierdzi ta złośliwa Brona to na szczęście mam za co chleb jeszcze kupić.To czy pójdę ,kiedy i do jakiej pracy sam będę decydował.Po moim ostatnim doświadczeniu z Dymarem ,gdzie się ludzi dyma,muszę być ostrożny.No a o pracę dla osób posiadających umiarkowana grupę niepełnosprawności tu nie jest tak łatwo.Wpier....ć się jak mój przyjaciel a lekką nie pełnoprawnością do jakieś fabryki i szarpać z paskudnymi Żydami,którzy będą cię chcieli wykorzystywać jest bardzo łatwo ale wyplatać się później jest dużo trudniej.Pisałem jak w naszym Polskim bagnie wygląda taka praca na przykładzie wspomnianego Dymaru wielokrotnie.No a z jakimi ludźmi nie raz przychodzi pracować to istny koszmar.To jeszcze za mało Brona ponoć już w Sądzie Diecezjalnym zastrzegła sobie ,że jestem chory psychicznie.Jan Radwan
12.07.2010 o godz. 16:52

Prawie skończyłem kurs rysowania zwierząt.Nikt nie chciał mi udzielić pomocy po za moim przyjacielem Mackiem ,który zaraził mnie zamiłowaniem do rysowania i malowania.W Miejskim Domu Chałtury jest pan po Akademii Sztuk Pięknych ale ten prowadzi Laboratorium Sztuki dla amatorów.No a amatorzy nie mogą wiedzieć więcej niż on ,bo by go wygryźli.Dlatego muszę sam zdobywać wiedzę a ostatnio wydałem tyle pieniędzy na farby ,porządne pędzelki i inne akcesoria.Wreszcie kupiłem sobie także porządny album malarstwa bo taki amator też powinien znać się na sztuce a nie tylko jeść oscypek z Krupówek i malować górecki zameczki oraz dupeczki.Tak późno odnalazłem w sobie swoje artystyczne umiejętności i dla tego może mam teraz pod górkę.No ale jaki jest dziś los wielu artystów po ASP jeśli nie uczą plastyki w szkołach ,to jeden na iluś jeśli uda mu się znaleźć odpowiednie zatrudnienie ma jedyne wyjście znaleźć sobie mecenasa.Bo żyjemy w czasach gdzie wartości humanistyczne zostały zepchnięte na drugi plan.Dziś trzeba umieć robić pieniądze na czymś zgoła innym a obcowanie z kultura i prawdziwa sztuka to tylko dla nie licznych koneserów i zapaleńców.Tak rośnie nam banda wykolejeńców i zawistnych polskich chamów,pijaków i brudasów oraz złodziei.Nie ma bezinteresowności a jeśli ktoś taki się znajdzie jest jak ta drogocenna perła znaleziona na roli ale ilu może ją mieć.Muszę się zabrać w końcu za malowanie i połknąć trochę wiedzy z historii malarstwa której,na Laboratorium Sztuki nikt mi nie przekaże.Jan Radwan.
10.07.2010 o godz. 12:31

Czy to w ogóle ma sens by pisać do bliżej nie określonych osób,które najwidoczniej mają jakieś problemy ze sobą i swoim ego.Chyba raczej mija się to z celem bo ta ciemna masa nawet nie przeczyta tego wpisu tu na moim blogu.Skoro te żmije postanowiły kąsać będą to robić dalej.Złośliwość ,zawiść ,obmowa,oszczerstwo i zniesławianie to są objawy daleko i bardzo poważnie rozwiniętej choroby psychicznej.Te żmije nawet o tym nie wiedzą i dlatego nic z tym nie robią.Żyjemy w tak nie tolerancyjnym narodzie że,to aż woła o pomstę do nieba.Obrzucanie błotem wystarczy popatrzeć na naszą scenę polityczną.Pójście do lekarza psychiatry po leki nawet takie jak te które,zażywam na depresje jest wystarczającym powodem ,by z ze mnie szydzić i wyśmiewać.Ni ważne że,to lek który poprawia funkcjonowanie mózgu przyczyniając się lepszej pracy w obrębie wydzielania i wychwytywania serotoniny.No a każdy chociaż trochę oczytany człowiek wie czym jest serotonina.Takie szczegóły żmije nie interesują a nawet to ,ze same mogą być w podobnym położeniu.No a choroby psychiczne to też jak inne które,dotykają fizyczną stronę człowieka wymagają zrozumienia ,tolerancji i akceptacji.No ale ja nie jestem chory psychicznie ku nie zadowoleniu tych żmij,które i tak nie obchodzi czy to co jest tematem ich obmowy jest czy nie prawdą.Byłem wczoraj i przed wczoraj u znajomej w sklepie i jakoś nie mogę wpaść na te żmije ale wiecie co zapowiadają coraz większe upały ,więc może ku..y będą się wygrzewały na słońcu nad brzegiem powiedzmy rzeki Dunajec.Wszędzie można spotkać drugiego i trzeciego wygrzewającego się gada żeby razem komuś obsmarować cztery litery ,świetnym oszczerstwem albo obmową.Zawsze można się podzielić tym co się usłyszało przystawiając ucho do ściany sąsiadów albo poprawić zasłyszaną plotkę.Czy to aby nie kolejna obsesja?Jan Radwan
09.07.2010 o godz. 12:32

Jak stoczyć się na dno.Odpowiedź jest prosta.Trzeba dać upust swoim nie okiełznanym słabościom.Tak też postanowiła robić moja była żona.Czy teraz naruszam czyjąś prywatność albo plotkuje.Jeśli to nie jest prawda z pewnością tak jest lub będzie.No ale jest tak jak piszę bo nałóg bywa silniejszy od rozsądku.No a jej znajomi czy nie przybijają jej deski do trumny.Niestety tak jest choć wiedzą doskonale o jej uzależnieniu pociągną ja za sobą w otchłań samego piekła.Czy obchodzi to kogoś jak bardzo starałem się podczas trwającego przez 20 lat dysfunkcyjnego związku z nią kobietą o infantylnej osobowości dziewczynki 16sto letniej.To nikomu nie jest potrzebne ale oszczerstwa i pomówienia oraz zniesławianie jest lepsze od poznania prawdy.Lepiej jest obrzucić kogoś błotem ubliżając zrobić z siebie nieskazitelną i nie winną indywidualnością.Pytam się do kogo kieruje te pytania jak nie do próżni.No a co na to pani Brona.Teraz milczy albo jej oczy zaszły bielmem.Kiedy miałem 22 lata i postanowiłem ożenić się z jej siostrzenicą cieszyła się z mojej ślepoty.Co usprawiedliwi i uspokoi jej sumienie kiedy swojej siostrzenicy mówiła słowa:powiedz mu że nie bodziesz dobrą żoną i nie będę twoja żoną.No a sama tego nie zrobiła tylko cynicznie powiedziała do niej :jak jest ślepy to niech się z tobą żeni.Kolejne z pytań do próżni ale tego nie przeczytają te żmijowe języki dewotek i plotkarek z piekła rodem.To prawda że gdyby ludzie zajmowali się zmienianiem samych siebie z takim zaangażowaniem z jakim robią to wobec innych ,to świat byłby jak rajski eden.Powoli wychodzę już z natarczywych obsesji oraz ciągłego analizowania.Teraz mi obojętne czy ktoś uzna moją wypowiedź tu na blogu za wypowiedź osoby nie zrównoważonej emocjonalnie albo psychicznie.Bo Ci którzy lubią to robić są jak ta próżnia od której ,niestety nie usłyszałem żadnej odpowiedzi.Jan Radwan
08.07.2010 o godz. 01:36

To chyba nie olśnienie ale teraz wiem,że te brudne dewotki albo mohery przychodzą do sklepu znajomej jak się zmienia pogoda by obmawiać mnie.Tylko jakoś nie mam jakoś okazji spotkać się z tymi żmijami.Skoro przy świadkach roznoszą na mój temat takie złośliwości ,mam dużą szanse konfrontacji z tymi nie zwykle normalnie zachowującymi się osobami.Ciekawe jak wtedy się wytłumaczy z tego taka jedna czy druga nieskazitelna i cnotliwa Zuzanna oczerniająca zniesławiająca innych oraz czy wtedy nazwie mnie osobą psychiczną.Zdaje sobie sprawę jak już pisałem wcześniej że,ludzie plotkują i obmawiają innych oraz to że,będą to robić nadal. No ale jak ktoś zajmuje się tym obmawianiem ,oczernianiem,plotkowaniem w tak bezczelny i pretensjonalny sposób musi zostać przykładnie ukarany.

Plotka potrafi zrobić wielką krzywdę – jeśli mówi nieprawdę. Ale może też odegrać dobrą rolę: jeśli jest dla osoby, której dotyczy, korzystna. Przy odrobinie sprytu, można ją dobrze wykorzystać.

Jak się rodzi plotka? Pani Kowalska dowiedziała się, że pani Kwiatkowska dostała w pracy podwyżkę. Tego samego dnia widzi Kwiatkowską rozmawiającą z szefem, uśmiechniętą od ucha do ucha. Myśli więc: „Aha, na pewno z nim spała!”. Powtarza więc dalej informację o Kwiatkowskiej, dodając od siebie, że jej zdaniem na pewno ma romans z szefem i stąd to wyróżnienie. Każda kolejna osoba wraz z opinią Kowalskiej przekazuje wiadomość dalej. To najpowszechniejszy model powstawania plotki. Choć wiemy, że to źle, plotkujemy. Dlaczego? Otóż, plotkujemy, bo... ...
cieszymy się, gdy innym wiedzie się gorzej

Taka już nasza natura, że chętniej do jakiejś opowieści dodajemy informacje niemiłe, umniejszające czyjeś zasługi, w myśl zasady, że: „Nic tak nie cieszy, jak cudze nieszczęście”. Choć złośliwego plotkowania nie wolno popierać, trzeba powiedzieć, że często taka plotka miewa charakter terapeutyczny. Przykładowo, czytając plotki o osobistych problemach aktorów czy polityków, uświadamiamy sobie, że nie tylko my mamy kłopoty z mężem, ale Victoria Beckham – też. Czyli ani pieniądze, ani wielka uroda, ani sława tak naprawdę nie dają szczęścia. Daje je spokojne, dobre życie. To jest pozytywny wymiar plotki. A oto kolejny przykład. Pani Krysia w rozmowie z koleżanką wspomina, że spotkała ich wspólną znajomą – Ewę, z którą kiedyś razem pracowały. Obie nie widziały jej od paru lat. „Wiesz, mówi pani Krysia, Ewa wyglądała nawet nieźle, ale miała na sobie tonę pudru. W ogóle chyba bardzo się postarzała, ale robi co może, żeby to ukryć. Pewnie ze wszystkich sił stara się dotrzymywać kroku swojemu młodszemu mężowi. Koleżanka oczywiście robi zatroskaną minę, podnosi brwi i mówi: „Ojej to niedobrze!”, w środku jednak myśli: „Jaka fantastyczna wiadomość!”. Brzmi to okrutnie, ale tak właśnie często reagujemy. Tu ważna uwaga: radość z cudzego zaniedbania czy paru zmarszczek więcej niekoniecznie oznacza, że źle życzymy tej drugiej osobie. Dzięki temu, że innym nie wiedzie się lepiej niż nam, czujemy się pewniej. Każda z nas martwi się upływem czasu. Gdy widzimy oznaki tego upływu u innych, robi nam się raźniej, bo przekonujemy się, że problem dotyczy wszystkich. Jeśli tak się postawi sprawę – o wiele łatwiej różne rzeczy zaakceptować – podkreśla Anna Śliwińska, psycholog z gabinetu terapeutycznego Self w Warszawie.
... boimy się otwartości

Plotki często rozsiewane są dlatego, że nie potrafi my powiedzieć czegoś drugiej osobie prosto w twarz. – Naprawdę mało jest ludzi, którzy mają odwagę w jasny i nieagresywny sposób wyrazić, co im się nie podoba. Łatwiej jest kogoś „obrobić” za plecami i w ten sposób dać upust własnemu napięciu – wyjaśnia Anna Śliwińska. Dlaczego nie mówimy wprost? Bo boimy się reakcji innych albo mamy dużo do stracenia. Mało kto ma odwagę oznajmić np. szefowi, że coś mu się nie podoba. Ryzykuje nawet utratę pracy. Trzeba jednak pamiętać, że wypuszczona w gniewie plotka może trafi ć do osoby, której dotyczy. Jeśli dotyczy szefa – konsekwencje mogą być przykre.
... budujemy własny wizerunek

Plotka wcale nie musi mieć złych konsekwencji. Mechanizm powtarzania informacji „z ust do ust” wykorzystują np. politycy, którzy chcą pokazać się wyborcom z dobrej strony. Pojawiają się na imprezach dobroczynnych właśnie po to, aby ludzie mówili, jacy to oni są szlachetni. Zdarza się, że niektóre sławne osobistości same rozpowszechniają nawet niekorzystne plotki na swój temat tylko po to, żeby być w centrum zainteresowania. Nie namawiamy was, drogie czytelniczki, abyście szły w ich ślady. Jednak w wyjątkowych sytuacjach można starać się wpłynąć na opinię otoczenia o nas. Tak jak to zrobiła pewna znana redakcji osoba. Bardzo chciała przyciągnąć uwagę chłopaka, który jej się podobał (a nie miała do niego dostępu na gruncie towarzyskim), opowiedziała więc znajomej, która miała opinie plotkarki, jak to wybrała się w góry i z narażeniem życia wyciągnęła z przepaści inną turystkę (bo chłopak był zapalonym alpinistą – dziewczyna liczyła, że historia do niego dotrze i że przyciągnie jego uwagę). Zrobiła to z odpowiednią dozą dramatyzmu. Plotka szybko rozeszła się po miasteczku i udało się! Chłopakowi zaimponowała dzielna dziewczyna i zainteresował się nią. Było to 20 lat temu – od 17 lat para jest małżeństwem, ma troje dzieci i żyje szczęśliwie. Czasem, jak widać, umiejętne pokierowanie plotką może przynieść korzyści!

Poczytajcie sobie ten artykuł których można znaleźć tyle w różnych czasopismach i periodykach dla kobiet i nie tylko.


http://www.us.edu.pl/uniwersytet/gazeta/0597/ilustr/12rys.jpg

PLOTKA - MOJA MIŁOŚĆ

Od kikunastu lat zajmuję się plotkami. Zbieram je namiętnie wszędzie gdzie to możliwe, a więc w podróży, w pracy, w sklepie, w domu, w kawiarni i na wyprawach terenowych. Moja automatyczna sekretarka pod nr telefonu 192 52 82 rejestruje całą dobę wszystkich, którzy zechcą mi donieść najnowszą nowinę. Materiał taki traktuję jako przejaw folkloru współczesnego. Dzięki stałej ''czujności'' wyrobiłem w sobie prawdziwy nerw plotkarski, który pozwala mi błyskawicznie wyłowić z potoku mowy tę jedną, jedyną perełeczkę, która mnie interesuje. A nie jest to rzecz łatwa. Przeciętny człowiek zawoła - cóż to za sztuka!? - plotka jaka jest każdy widzi. Będę się jednak upierał i powiem, że większość plotek laik przyjmuje jako komunikaty rzetelne, prawdziwe i nie traktuje ich podejrzliwie. Nieświadomość plotki to zjawisko powszechne i prawie niezależne od wykształcenia. Tylko nasza naiwność (akademików) każe nam szukać plotek wyłącznie między prostaczkami w maglu lub pod budką z piwem. Siebie w takim towarzystwie nie widzimy ponieważ uznajemy się za ludzi dostatecznie krytycznych.

rys.

Ale czy plotki nie są tworzone także w pełni świadomie po to by

DEGRADOWAĆ, SZYKANOWAĆ, OSTRZEGAĆ,
MANIPULOWAĆ, INTRYGOWAĆ?

Mówimy przecież: plotkarz miele ozorem, plecie, opowiada, rozsiewa, szerzy, powtarza, kolportuje plotki. Plotka i plotkarz kojarzą się negatywnie. Plotkowanie - w potocznym rozumieniu - to czynność niegodna, to obmawianie i oczernianie kogoś, świadome dawanie fałszywego świadectwa. W słownikach czytamy, że to potwarz, pomówienie, fałsz, niewiedza, namiastka prawdy.

Ta strona plotki to wdzięczne pole dla psychologa ujmującego jednostkę (plotkującą) w całym jej uwikłaniu, potrzebach, nastrojach, relacjach. Autor ''Psychologii plotki'' (K. Thiele-Dohrman) ujmując rzecz z pozycji psychoanalizy i wspierając się na dorobku wielu badaczy, wiąże intencjonalność plotki-pogłoski z teorią projekcji, przenoszenia, kompensacji, uprzedzenia. Pisze on tak: ''Skrywane przed sobą marzenia, poczucie winy, związane z własnym wcześniejszym postępowaniem, zazdrość, zawiść, chciwość, zraniona duma i wszelkie możliwe formy egoizmu są tłumione i ujawniają się dopiero przez projekcję. Aby samemu się odciążyć, przypisuje się sąsiadowi, koledze, przełożonemu niepożądane cechy, w ten sposób własne sytuacje konfliktowe są nieświadomie ''przenoszone na zewnątrz''.

Niepewność, poczucie niższej wartości, kompleks niższości ''wymagają kompensacji''.

O stale obecnych i trudnych do zwalczenia uprzedzeniach pisze Thiele-Dohrman: ''twardo opierają się wszelkiemu materiałowi dowodowemu, który mógłby je obalić'' i dalej: ludzie ''nie przyznają się do uprzedzeń'' które są ''łatwiejsze w użyciu od informacji prawdziwych ''. Choć mają one ważną cechę pozytywną - integrują i cementują grupę poprzez ''wspólnotę uprzedzeń'' i ''stereotypowy obraz wroga'' to równocześnie powodują konflikty międzygrupwe /etniczne, rasowe, narodowe, /. ''Utożsamianie się z własną grupą i jej przymiotami wzmacnia ''ego'', wywołując poczucie wspólnoty zabezpieczonej na zewnątrz. W końcu uruchomione zostaje wartościowanie stwierdzające przewagę naszej grupy nad innymi. Konsekwencją takiego procesu są stereotypowe obrazy i wyobrażenia o grupach i poszczególnych osobach, uniemożliwiające najczęściej obiektywne postrzeganie i obiektywne oceny''.

Z tego wynika, że istotniejsze staje się budowanie dobrych stosunków między członkami grupy niż dociekanie prawdy. Plotkarska wspólnota jest formą budowania własnego bezpieczeństwa, , ''przełamywaniem własnej izolacji'', ''pozyskiwaniem sojusznika'', ''przełamywaniem lęku przed negatywną oceną'', ''zyskiwaniem poczucia przewagi'', emocjonalnym udziałem w życiu grupy.

Można więc widzieć plotkę-pogłoskę jako ekplorację niewyczerpanych pokładów naszej podświadomości, jako akt komunikacyjny za pomocą którego wyładowuje się złość, zawiść, zazdrość, pożądanie, niechęć, niepewność, lęk, podejrzliwość, ciekawość. I wówczas słuszny byłby wniosek, że plotka-pogłoska jest ''jedną z najbardziej rozpowszechnionych form agresji'' (A. Krzemiński). Ale można na rzecz spojrzeć z innej perspektywy.

Wielcy amerykańscy znawcy tej materii G. W. Alport i L. Postman traktują plotkę jako propozycję wiarygodną, przekazywaną za pomocą słowa mówionego bez wystarczających jednak dowodów prawdziwości. Także R. Knapp widzi w niej taką samą propozycję do akceptacji ''bez oficjalnej weryfikacji''. W pracy W. Petersona i N. Gista plotka jest niesprawdzonym raportem albo wyjaśnieniem wydarzeń podawanych od osoby do osoby. Wedle tych trzech prawie identycznych propozycji plotka jest przede wszystkim informacją o ważnej osobie albo wydarzeniu i lokuje się w środku akcji. Przekazywana jest po to, by jej wierzyć.

Ciekawą postawę w badaniach plotki zaprezentował współczesny uczony francuski J. Kapferer. Zarzuca on swoim poprzednikom, że zajmowali się tylko plotkami fałszywymi, a eksperymenty prowadzone przez nich zmierzały do wykazywania ich bezpodstawności. Wprawdzie zdawali sobie sprawę i z innych przeciwnych tamtym w swej wymowie plotek, ale je ignorowali. Alport i Postman - mówi Kapferer - pokazują, w jaki sposób plotki rozprzestrzeniając się odchodzą coraz bardziej od prawdy i coraz bardziej zniekształcają rzeczywistość.

Kapferer uważa, że ich symulacje eksperymentalne określające taki kierunek (coraz większego odchodzenia od prawdy) nie pokrywają się z funkcjonowaniem plotki w życiu codziennym. Są wypadki, kiedy, idąc od osoby do osoby, nie tylko nie odchodzą plotki od prawdy, ale, - co ważniejsze - szukają tej prawdy. Celem plotki jest tłumaczenie tych faktów, a więc są

KOLEKTYWNYM WYJAŚNIANIEM RZECZYWISTOŚCI.

Plotki - jego zdaniem - odnoszą się do ogniskującego obiektu w grupie, w społeczności. I choć ciągle zmieniają obiekty, realizują się stale poprzez te same tematy. Jeśli jednak przedmiotem wypowiedzi jest mniejszej rangi persona /dyrektor szkoły/ mamy do czynienia z mikroplotką /''mickro-gossip''/, jeśli z większej rangi /prezydent/ jest to makroplotka /''macro-gossip''/. Plotki są bardzo wdzięcznym materiałem badań i to dla kilku dyscyplin. Wiele do powiedzenia ma na ich temat psycholog, socjolog, politolog, teoretyk kultury. W ostatnich dwóch dekadach włącza się do badań wielkiej ''rodziny plotek'' moja dyscyplina czyli folklorystyka. Dopowiedzmy za Kapfererem, że interesują nas przede wszystkim makroplotki. Nie zbieram więc pogłosek tyczących się zakładu, instytutu, wydziału, uczelni, które nie robią kariery regionalnej, krajowej, europejskiej. Małe plotki uniwersyteckie mogły by być interesujące chyba bardziej dla innego specjalisty. Oczywiście stykam się z nimi, czuję je, widzę ich ożywienie w pewnych sytuacjach. Silnie wystąpiły np wiosną ubiegłego roku przed wyborami nowego Rektora. W tym samym czasie dotknęły - o dziwo - kilku osób nie będących pretendentami do gronostajów. Szczególnie zaś ulubiły jednego z doktorów, zarzucając mu bogacenie się kosztem społeczności akademickiej.

Zbieram więc nowiny-sensacje o dużym zasięgu, o większej ważkości społecznej, tyczące osób znanych, sławnych, ważnych.

Nie mamy na nie dobrego i jednoznacznego określenia. Nazywam je więc sensacjami ale także nowinami, wieściami, plotkami-legendami, legendami miejskimi czy mitami współczesnymi. Także Amerykanie i Anglicy nazywają je różnie, najczęściej ''urban legend'' ale stosują też wymiennie terminy: ''modern legend'', ''centemporary legend'', ''rumor legend'', ''modern myth'' a także ''rumor' i ''gossip''. Nie wyczerpuje to modyfikacji czy pomysłów indywidualnych, jakie pojawiły się na angielskojęzycznym gruncie. Moją pierwszą książkę poświęconą tej tematyce zatytułowałem: ''Współczesne legendy miejskie'' (Katowice 1993), drugą zaś: ''Nasze mity współczesne'' (Katowice 1996). Na razie - jak widać - trwa konkurs na odpowiednią nazwę dla owych plotkarskich komunikatów. Trudno je też zwięźle zdefiniować. Najogólniej można powiedzieć o plotkachlegendach, że występują powszechnie i właściwie każdy człowiek styka się z nimi, bywa ich słuchaczem, nosicielem i w różnym stopniu propogatorem. Znamy je od przyjaciół, znajomych, członków rodziny, ale też bardzo często z radia, telewizji, a głównie z gazet. Zajmują nas bo są ciekawe, niezwykłe, fascynujące, kuriozalne. Do nich należą takie wątki jak ''czarna wołga'' (porywająca dzieci na krew dla bogaczy) ''porwana do haremu'' (śpiewaczka Anna Jantar), ''wykastrowany gwałciciel'', ''trupi jad w ślubnej sukni'', ''ludzkie mięso na rynku'', ''pająk w yucce'', ''robaki w bananie'', ''osa w gardle'', ''mysz w samolocie'', ''igły w głowie'', ''śmierdzący samochód'' (którego nikt nie chce kupić), ''szaleniec na wolności'' i inne. Pod koniec lat siedemdziesiątych miałem takich wątków około trzydzieści pięć ale później kiedy nawiązałem kontakt z amerykańskim folklorystą Janem Haroldem Brunvandem który wydał już wówczas cały zbiór takich opowieści (The Vanishing Hitchhiker, American Urban Legends and Their Meanings /New York/London: Norton, 1981) mój katalog wątków znacznie się poszerzył. Dziś dysponuję kwestionariuszem pytań do badań terenowych, który liczy dwieście piećdziesiąt pytań. Tematycznie obszar moich penetracji stale się poszerza i trudno przewidzieć gdzie on się skończy. Zapisane opowieści układam więc w działy np medyczne (''uczulony na żonę'', ''strzykawka z AIDS'', ''nożyce zostawione w brzuchu''); makabryczne (''oślepiona żyletką'', ''ojciec obciął dziecku rączki'', ''poćwiartowała matkę''); obrzydliwe (''mysz w piwie'', ''karaluch w potrawie'', ''pieczony szczur w chińskiej restauracji''); komiczne (''hydraulik pod zlewem'', ''wybychający sedes'', ''szczęka w wodzie''). Silnie są reprezentowane sensacje: polityczne, religijne (sekty), erotyczne, o zwierzętach ale także o kuriozach, o potworach, o UFO czy człowieku śniegu. Wchodzę też w rejony określane jako parapsychologia czy paranauka (mieszkanie które zabija) a więc wszędzie tam gdzie dostrzec można mitologizację życia współczesnego.

W Polsce nikt praktycznie nie prowadzi badań nad tak pojętymi plotkami-legendami. Zajmuję się więc obszarem nowym. Stawiam przed sobą wiele zadań ale pierwsze i podstawowe to skatalogowanie i opublikowanie tych wątków jakie w Polsce występują. Ciągle więc staram się trzymać rękę na pulsie życia społecznego by odpowiednio wcześnie reagować na pojawienie się i sytuacji sprzyjającej sensacjom i samych sensacji (jak np panika na tle AIDS w 1989 i 1990 roku). Dla jednego człowieka jest to zadanie trudne (i chyba niemożliwe do wykonania). Pracami swymi osiągam jednak pewien efekt ''propagandowy'' i coraz więcej ludzi reaguje pozytywnie na ten temat. Może najmocniej dziennikarze - wywiady ze mną, czy omówiania moich książek w ostatnich dwóch latach ukazały się w ''Dzienniku Zachodnim'', ''Wieczorze'', ''Wiadomościach Zagłębia'', ''Słowie Ludu'', ''Wiadomościach Dnia'', ''Dzienniku Wschodnim'', ''Super Ekspresie'', ''Czasie'', ''Sukcesie'', ''Panoramie'', ''Angorze'' (dwa przedruki) a także kilka razy w Radio. Nic w tym dziwnego, bo dziennikarz obok folklorysty jest także zbieraczem nowin. Nowiniarstwo zresztą legło u podstaw pierwszych czasopism w Europie i Polsce (nim pojawił się druk, nowiny były także śpiewane np przez dziadów). Gazety nadal swoją atrakcyjność zawdzięczają w dużej mierze sensacjom.

W swych wypowiedziach (dla dziennikarzy i nie tylko) podkreślam, że plotka, sensacja, legenda miejska to materiał godny uczonego (bo nie każdy w to wierzy), że to materiał, który mówi wiele o człowieku, że jest to fenomen który niczem nie daje się wyprzeć z praktyki społecznej a zatem powinien być rzetelnie i głęboko badany przez naszych humanistów. Dedykuję to tym, którzy na Wydziale Filologicznym zorganizowali niedawno cudowną konferencję zakończoną zeszytem pokonferencyjnym pt ''Plotka'' ale przede wszystkim tym z moich przyjaciół (o nader delikatnych podniebieniach), których brzydzą pewne tematy i chętnie by je wyrzucili poza nawias nauki bo są ostre, wulgarne, obsceniczne, niedyskretne, naruszają tabu lub niszczą sakrum.

Moje wieloletnie badania terenowe dotyczą przede wszystkim Polski ale poszerzam je sukcesywnie i na inne kraje. Plotki-legendy rejestrowałem na Białorusi, Litwie, Ukrainie, w Rosji (dwukrotnie byłem na Syberii), Mongolii. Minione wakacje spędziłem w Bułgarii i Macedonii. Na te trudne wyprawy, jeśli się da, wożę też studentów. Matriałów mongolskich, rosyjskich czy białoruskich jest tak dużo, że mogą się one zamknąć oddzielnymi tomami.

PLOTKĄ W WIELKIEGO BRATA

Plotki-legendy o charakterze politycznym są rezultatem nieustającej walki prowadzonej z różnym natężeniem przez grupy etniczne i społeczne, partie i jednostki, o dominację, o władze, interesy, idee, programy. Jeżeli napięcie społeczne wzrasta, jeśli walka polityczna zaostrza się, zawsze rośnie ilość plotek-legend. To ''zmistyfikowane'' narzedzie walki było wykorzystywane w przeszłości i nadal znakomicie spełnia swe zadania, bez względu na to czy jest stosowane świadomie jako z góry zaplanowana manipulacja (fałszywki), czy też jest spontaniczną twórczością folklorystyczną. Siła takiego narzędzia rosła proporcjonalnie do roli jaką zaczęły odgrywać w życiu współczesnych społeczeństw mass-media.

Od roku 1980 rejestrowałem w Polsce wiele wątków politycznych, które wiązały się z walką ''Solidarności'' ze starym systemem, stanem wojennym, upadkiem państwa totalitarnego, przejęciem władzy przez nowe siły społeczne i nowymi rozczarowaniami. Był to czas nieustającego kryzysu politycznego spotęgowanego przez kryzys gospodarczy. Taka sytuacja sprzyja zawsze twórczości folklorystycznej.

Notowałem w minionym szesnastoleciu wszystko, co do mnie trafiało, ale nie mam wątpliwości, że czyniąc to na marginesie innych zajęć, nie byłem w stanie ogarnąć tej spontanicznej i rozległej sfery twórczośći.

Zachęcali mnie do takiej pracy folkloryści amerykańscy. Pisał do mnie o tym Bill Ellis, pisał profersor Gary Alan Fine, który nawet odbył podróż do Polski i zetknął się osobiście z tym folklorem, ale stopień znajomości języka polskiego nie pozwolił mu na pełne rozwinięcie badań.

Idąc chronologicznie wspomnę najpierw o grupie legend wymierzonych swym ostrzem przeciw ZSRR. Brak towarów w sklepach wywołał falę pogłosek o ich wywozie za bezcen do ZSRR /choć w Polsce plotki te nigdy nie ustawały/. W tajemnicy przed społeczeństwem miał rząd komunistyczny wysyłać te towary na wschód /''mięso pod węglem'', ''szynka pod pszenicą''/. O towarach sprowadzanych z ZSRR mówiło się, że były to w rzeczywistości produkty krajowe, wcześniej skrycie wysłane do wschodniego sąsiada. Powszechnie znana była opowieśc, że robotnik zostawia kufajkę w wagonie idącym z towarem do ZSRR, po miesiącu ten sam robotnik trafia na swoją kufajkę i ten sam towar i wagon, które przyszły z ZSRR z przybitymi jedynie rosyjskimi pieczęciami. Równie wielką popularnością cieszyły się opowieści o polskich bogactwach naturalnych skrycie dobywanymch pod ziemią przez firmy ZSRR. Rosjanie mieli więc przechwytywać naszą ropę naftową, węgiel z Zagłębia na Lubelszczyźnie, rudy żelaza na Suwalszczyżnie, gaz ziemny w Rzeszowskim, zaś tych, których nie przechwycili, nie pozwolili nam eksploatować. Cały handel z ZSRR, w szerokiej opinii, był zwykłym przywłaszczaniem sobie naszych dóbr.

Nurt antyrosyjski manifestował się w niechęci do ówczesnych przywódców: ''Breżniewa leczą krwią wyciąganą z polskich noworodków''; Breżniewa i kolejnych starców sekretarzy na Kremlu kurowano wyciągami z embrionów polskich ciężarnych kobiet. Breżniew, KGB, Bułgarzy z rozkazu Rosjan byli inicjatorami zamachu na polskiego papieża, Turek Agcza, który strzelał, był mieszkańcem ZSRR. Polska jest - głoszono - pod absolutną kontrolą ZSRR, którego służby wiedzą wszystko i o wszystkich. W centrali telefonicznej w Warszawie są rosyjskie podsłuchy, mogą więc kontrolować kogo chcą.

W póżniejszym okresie, kiedy pojawiła się szansa na wyprowadzenie rosyjskich baz wojskowych z Polski, ruszyła ogromna fala plotek skierowanych przeciw czerwonoarmistom - zgwałcili ponad sto Polek, sprzedają karabiny, granaty, rakiety, rabują, mordują taksówkarzy, wojsko jest zdemoralizowane, zatruwają ekologicznie ziemię.

Temat rosyjski utrzymawał się w obiegu permanentnie ale z czasem pojawiły się zupełnie nowe wątki - Polska na Malcie została sprzedana przez Zachód, Polskę zaleje 20 milionów Rosjan i w ten sposób straci niezawisłość, do Polski przenoszą się rosyjskie mafie i prostytutki /prostytutki na targowiskach, w karetkach pogotowia/, rzekomi pątnicy ze wschodu złodziejami i szantażystami.

... I W DECYDENTA

Do niezwykle popularnych należą przez całe lata osiemdziesiąte opowieści o złocie, pieniądzach i innych bogactwach zawłaszczonych przez ówczesnych rządzących /'' kilka samochodów Jaroszewicza, jacht Szczepańskiego, złote klamki u Gierka, obrazy z muzeum w Pszczynie u Grudnia/, o trwonieniu państwowych funduszy przez żony oraz synów sekretarzy i premierów /Grudniowa jeżdzi po ciastka do Warszawy, Gierkowa do fryzjera w Paryżu, syn Jaroszewicza rozbija trzeci samochód/. Wśród legend o decydentach są opowieści o ich tajnych kontach w bankach szwajcarskich, które powstały z nielegalnego wywozu dewiz, z łapówek za niekorzystne dla kraju transakcje handlowe, z handlu żywym towarem / afera ''dziweks'', Anna Jantar sprzedana za tyle złota, ile sama ważyła/, ze sprzedaży krwi polskich noworodków. Co kilka miesięcy wybuchała nowa pogłoska o ucieczce za granicę kolejnego ministra czy sekretarza, który zabierał ze sobą dziesiątki kilogramów złota, albo kompromitujące /Jaruzelskiego/ materiały, za które żądał okupu. Najgłośniejsze z tych, które notowałem, były o ministrze Krasińskim, Krzaku, wicepremierze Szałajdzie.

Na Śląsku krążyły opowieści o tym, że robotnicy ostro rozprawiają się z ówczesnymi decydentami /górnicy pobili Grudnia, robotnicy w Zagórzu pobili Gierka/, ale też takie, że rzekomy Gierek to sobowtór właściwej osoby (to samo mówiono o Tito) - w jednych relacjach podstawiony przez Zachód, w innnych przez KGB - który realizuje ich cele.

Decydenci byli bohaterami legend o tajnych porozumieniach ze Wschodem lub Zachodem, o krwawych porachunkach między sobą /Grudzień postrzelił Gierka/. Opowiadano o ich śmierci dla pewnych przyczyn tajonej przed społeczeństwem / Jaroszewicz leży zamrożony w lodówce/. Legenda oskarżała decydentów o niemoralne prowadzenie się. Mieli oni na przykład uczestniczyć w odpychających orgietkach /w Arłamowie dziesięć nagich Murzynek obsługuje ministrów i sekretarzy/. Wiele wybitnych postaci ze świata kultury i nauki, a także sportu włączyła plotka w niemoralne życie decydentów. Na równi z nimi prowadzili życie rozpustne i przywłaszcali sobie dobra społeczne.

W najcięższy czas kryzysu ekonomicznego, kiedy sklepy świeciły pustkami, kwitł folklor kolejkowy o nieudolności ówczesnego aparatu administracyjnego i handlowego, /banany na śmietniku, mięso, kiełbasa, jajka zakopane w dole/, o towarach celowo ukrywanych w magazynach przez decydentów, by wygłodzić naród, o krociowych fortunach wyrastających na przechwytywaniu przez ówczesną nomenklaturę towarów z państwowych sklepów.

W okresie trwania zagranicznej pomocy żywnościowej dla Polaków krążyło wiele sensacji o politykach, dyrektorach ale także księżach, którzy przwłaszczają sobie dary przeznaczone dla religijnych wspólnot.

W czas stanu wojennego najwięcej legend krążyło wokół wybitniejszych postaci opozycji. Internowania, więzienia, praca konspiracyjna powodowała, że legenda kreowała ich na herosów tamtych lat. Wielu z nich unikało zasadzek zastawianych na ich życie. Najczęściej z takich opresji szczęśliwie wychodzili Wałęsa i ksiądz Jankowski. Chyba najwięcej legend wyrosło wokół przywódców podziemnej ''Solidarności'', którzy nie dawali się ująć. Taką postacią był na przykład Zbigniew Bujak. Relacje o tym, jak to przy okrągłym stole Kiszczak oddał mu kożuch, który zdarto z niego podczas próby aresztowania, drukowały gazety na Zachodzie. Prześladowców czyli służbę bezpieczeństwa i milicję obciążała legenda działaniami skrytymi, podstępnymi, ale często widziała ich jako osobników tępych i nieudolnych, co eksponowała szczególnie anegdota o milicjantach. Bulwersowały plotki-legendy o prześladowaniu zakonnic, księży a nawet biskupów. W ciągu tygodnia zapisałem w Zagłebiu trzy wersje opowieści, jak to milicja w Chrzanowie zatrzymała samochód kardynała Macharskiego Podczas kontroli i rewizji bagażnika podrzucone zostały ulotki. Kierowca, tknięty przeczuciem, po paru kilometrach zatrzymał wóz przeszukał bagażnik i znalazł kompromitujące materiały. Kiedy się ich pozbył i ruszył w dalszą drogę, nastąpiła druga kontrola wozu przez służbę bezpieczeństwa, ale nic nie znaleziono.
Autorzy: Dionizjusz Czubala
Jeszcze jeden artykuł ale te złośliwe żmije raczej go nie przeczytają.Plotkują wszyscy kobiety i mężczyźni ale nie wielu rozumie jak szkodliwe bywają takie zachowania połączone z oczernianiem i obmową.Stare przysłowie mówi:nie rób drugiemu tego co tobie nie miłe.No ale te złośliwe żmije tego nie rozumieją.Jan Radwan.

Plotka jako taka, jest wpisana w życie społeczne jednostek. Funkcjonuje w każdym środowisku i mimo, iż z reguły postrzegana jest negatywnie, ma się całkiem nieźle. Mamy plotkę biurową, szkolną, medialną, polityczną i wiele wiele innych, w zależności od środowiska w jakim funkcjonują. Blox jako społeczność również jest skażona plotkarstwem, a więc śmiało możemy powiedzieć, że istnieje również plotka bloxowa.


Większość plotek zasadza się na stosunkach damsko – męskich, bo one są najwdzięczniejszym tematem do plotkowania. Jak widać w mediach i nie tylko, plotkowanie kto z kim śpi, kto jest czyim materacem, kto z kim romansuje dotyka wszystkich znanych postaci w danym środowisku. Polityków, aktorów, przedsiębiorców, dyrektorów, księży, lekarzy, nauczycieli, uczniów, a nawet …przedszkolaków. Każde środowisko ma swoich plotkarzy i obiekty do plotkowania. Blogosfera również nie jest wolna od plotek, a wręcz przeciwnie często takimi plotkami żyje.
Pisanie bloga, wywnętrzanie się, pewna anonimowość wpływająca na brak pełnej informacji, przyczyniają się do wzmożonej ciekawości i snucia wszelkiego rodzaju domniemań i przypuszczeń, a co za tym idzie do tworzenia plotki.
Polarny nie raz na własnej skórze przekonał się, że blogerzy i komentatorzy są normalnymi ludźmi, którzy uwielbiają plotki. No, bo jak to nie pogadać sobie o kimś kogo się zna? No jak? Trzeba i już. A jak już ten ktoś jest jeszcze trochę bardziej znany to już sama przyjemność wymienić się o nim informacjami. Nie ważne, sprawdzonymi czy nie, ważne, że sobie można pogadać.


Skąd się bierze plotka? Z potrzeby duszy – najczęściej kobiecej, bo plotka to w głównej mierze domena kobiet. To one w wybitny sposób mają tendencje do plotkowania, ubarwiania rzeczywistości, do mutowania informacji, które otrzymują lub nadinterpretowania faktów.


Co ma na celu plotka? W głównej mierze zaspakaja ciekawość i potrzebę informacji, a także spełnia rolę oceniania innych. To całkiem miło móc wypowiedzieć się o kimś i go ocenić, najlepiej negatywnie, bo to w sumie największa przyjemność.


Dlaczego tworzy się o kimś plotki? Powodów jest wiele. Jednym jest wyrzucenie z siebie negatywnych emocji z wiązanych z daną osobą. Przedstawienie własnego punktu widzenia, własnych racji, a co za tym idzie zachowanie własnej twarzy i wybielenie siebie. Inny powód to zwrócenie uwagi w inną stronę i odciągnięcie uwagi od swojej osoby. Ot zagrywka na zasadzie nie ja jestem w tym „problemie” ważny, ale ona (on), bo ona (on) to… i tu pada odpowiednia informacja.


Powstanie plotki można również upatrywać w chęci zdeprecjonowania czyjejś osoby, a tym samym wskazania własnej wyższości. Jest to działanie nader częste, gdy plotka rodzi się w wyniku kłótni, rozstania, odmienności zdań. Wówczas krzewiciel plotki ukazuje siebie, jako istotę wyższego rzędu, jako ciemiężonego i poszkodowanego, a druga strona jest tym „Be” – ciemiężycielem i oprawcą.


Plotki są też często wynikiem odreagowywania stresu. Wyrzucenie z siebie steku informacji obciążonych odpowiednim negatywnym komentarzem pozwala nie tylko na ukazanie siebie w lepszym świetle, ale również odreagowanie stresu związanego z jakąś nabrzmiałą sytuacją. Takie działanie ma również za zadanie znaleźć wśród słuchaczy poparcie dla swoich słów i aprobatę tej informacji. Plotkarz nie pozostaje już wtedy sam z problemem, bo dzielą go również inni, a jak jeszcze popierają plotkarza to już jest cudownie.
Mówi się, że w każdej plotce jest ziarenko prawdy. I to jest fakt, jeżeli mówimy o pierwszej plotce przyjmującej formę pogłoski. Jednak z czasem plotka przekazywana z ust do ust, zaczyna rosnąć jak tocząca się kula śniegowa. Im dalej od pierwotnego informatora tym mniej w niej tego ziarenka, które najczęściej i tak jest nikłe już na początku. Plotka żyję własnym życiem i potrafi w końcowej fazie swego żywota zadziwić nawet tego, kto ją stworzył


Plotka to subiektywny przekaz informacji opierający się często na szczątkowym przekazie, bardzo często ograniczonym przez samego przekazującego. W plotce przekazywane są tylko „wygodne” fakty, a „niewygodne” przemilczane. No, bo co to byłaby za plotka, gdyby przedstawić racje obu stron? To już nie byłaby plotka. Nie byłoby czego się domyślać, nad czym deliberować, a plotka przestałaby być plotką, a zaczęła być prawdą.


Ciekawostką plotki jest również to, że dalej rozpowszechniają ją osoby, które nie należą do postaci kryształowych. Im bardziej przypominają matowe szkło, tym intensywniej rozpowszechniają plotkę. W ten sposób okazują swoją dezaprobatę dla jakiegoś czynu udając przed otoczeniem swoją kryształowość i publicznie odcinając się od „be” postaci.


Plotka spełnia również funkcję reklamy. Im więcej się o kimś plotkuje tym większe wzbudza się zainteresowanie. Im więcej niewiadomych i sprzecznych informacji, tym ciekawiej. Im mniej dementi, tym więcej nowych plotek i tak nakręca się reklama.


No to co? Może poplotkujemy sobie publicznie, a nie tak za czyimiś plecami? W końcu każdy w głębi duszy jest plotkarzem.




WNIOSEK: PLOTKUJE SIĘ O LUDZIACH CIEKAWYCH. NIECIEKAWI NIE WZBUDZAJĄ ZAINTERESOWANIA NAWET PLOTKARZY.
Żeby przynajmniej te plotki zawierały chociaż ziarnko prawdy olał bym wszystko ale mówić przy świadkach do tego w publicznym miejscu takie oszczerstwa.Jan Radwan

07.07.2010 o godz. 13:21

Rozwiodłem się już prawie rok temu.Pisałem o tym już nie jednokrotnie i co z tego.Czy to jakieś przestępstwo.Wytrzymałem prawie 20 lat w dysfunkcyjnym związku z kobietą o infantylnej osobowości dziecka ,alkoholiczką i osobą chora psychicznie.Była wychowywana przez babcie i dziadka a później przez tą psychopatyczna ciotkę byłą prokurator Bronę.O tym też pisałem o czym może się dowiedzieć każdy kto śledzi mojego bloga i czyta umieszczone tu wpisy.Chciałbym sobie jakoś ułożyć sobie jeszcze życie ale pewne osoby i odnoszę się do tych żmij z nowego Targu i innych wioch zabitych dechami,które teraz chodzą i roznoszą plotki na mój temat i to takie bezczelne połączone z oszczerstwami że jestem osoba chora psychicznie.Nie będę się tłumaczył ale jak spotkam choćby jedna taka kurwę i szmatę najpewniej robiącą to by się przypodobać pani Komperdzie.Wiem że te kurwy płaciły tej Bronie za swoje brudy by im pomogła uniknąć odpowiedzialności za swoje brudy.No a co z tymi którzy nie mieli kasy poszli siedzieć.Do lumpeksu szmaty chodzą a ja tam przyjdę i jak coś sobie nie prawdziwego usłyszę albo co kol wiek to z powództwa cywilnego wytoczę proces każdej kurwie ,która się interesuje nie swoim życiem wcześniej jednak dopadnę i zadzwonię na Policje by ustaliła dane osobowe.Później idźcie sobie na Polną w Ludźmierzu szmaty żeby was ratowała Brona.Jesteście jebanymi moherami ale na języki te złe jest tylko jedno lekarstwo po prostu mieć to w dupie.Ale pluć na siebie nie dam znajoma mi powie kto to tak pięknie mi dupę obrabia a wtedy żmije będzie mój ruch.Wiecie szmaty co jest napisane w Piśmie Świętym a przecież takie święto jebliwe boj czary powinny wiedzieć.Jezus powiedział do Żydów gdy Ci chcieli kamieniować grzesznice :kto z obecnych jest bez grzechu niech weźmie kamień i rzuci w Nią.No ale takie prymitywne i zawistne osoby raczej nie nie używają mózgów,który jest potrzebny do czytania.Jacek
To ty ruda cipo ładnie wyglądasz i chciałaś się bić tylko nie wyszłaś z tego sklepu.Szkoda że ci ten nie żyjący cukiernik Kaleciak łba nie rozwalił,bo teraz byś jęzorem nie kąsała.

A. Plotka

Przez plotkę powszechnie rozumie się obgadywanie osób nieobecnych, niepotrzebne rozgłaszanie nowin z życia prywatnego innych ludzi, często złośliwe pomówienia, które w konsekwencji może prowadzić do zniesławienia. Większość codziennych rozmów to właśnie „niewinne” plotkowanie, niekontrolowana gadanina, bezmyślne wysłuchiwanie i powtarzanie niepewnych informacji i subiektywnych opinii o innych. Do najważniejszych źródeł plotki zalicza się ciekawość, bowiem to, co nieznane, pobudza wyobraźnię, zwłaszcza gdy chodzi o sprawy uchodzące pozornie za ważne.

Plotka rodzi się w związku ze sprawami nieznanymi, obcymi, trudno uchwytnymi. Posługuje się niedomówieniem i informacją częściową, istniejące luki uzupełnia i wypełnia fantazją. Bardzo często wystarczy pierwsze wrażenie, jakie zrobiła na kimś nowo poznana osoba czy sytuacja, jej odrębność lub odbiegająca od normy cecha, by mechanizm plotki został uruchomiony324.

Plotkarskie rozmowy zapisane przez psychologa Karla Menninga pokazują, w jaki sposób w plotce ujawniają się nieświadome życzenia plotkujących:

„Pani Adams mówi do pani Beck:

— Gdzież to się dziś podziewa pani King? Czy jest chora?

Pani Beck do pani Clark:

— Pani Adams przypuszcza, że pani King jest zapewne chora.

Pani Clark (która nie znosi pani King) do pani Davies (która lubi panią King):

— Słyszałam, że pani King jest chora. Mam nadzieję, że to nic poważnego?

Pani Davies do pani Ellis:

— Pani Clark właśnie powiedziała mi, że pani King jest poważnie chora. Muszę ją zaraz odwiedzić.

Pani Ellis do pani French:

— Zdaje się, że pani King jest ciężko chora, właśnie proszono do niej panią Davies.

Pani French do pani Gregg:

— Słyszałam, że pani King jest umierająca. Już powiadomiono krewnych.

Pani Gregg do pani Hudson:

— Co słychać u pani King, czy umarła?

Pani Hudson do pani Ingham:

— Kiedy pani King umarła?

Pani Ingham do pani Jones:

— Czy pani również idzie na pogrzeb pani King? Słyszałam, że wczoraj umarła.

Pani Jones do pani King:

— Właśnie słyszałam, że pani umarła i że odbędzie się pogrzeb. Kto rozpuścił taką plotkę?

Pani King:

— Niektórzy byliby zadowoleni, gdyby to była prawda”325.

Pokrewnym do plotki zjawiskiem jest pogłoska, należąca także do tzw. propagandy szeptanej, polegająca na powtarzaniu krążącej o kimś opinii. Plotka — jako obgadywanie kogoś nieobecnego — wiąże się z poszczególnymi osobami, jest wymierzona głównie w ich sprawy osobiste. Jej tematy są trywialne. Ta forma komunikacji wiąże się zazwyczaj z ograniczonym środowiskiem (np. „plotka kawiarniana”) i powszechnym przekonaniem o jej niskiej jakości („strzępienie języka”).

Pogłoska natomiast ma pewną odległą tradycję. Kiedyś miała inne znaczenie: była wykrzykiwana, można ją było usłyszeć z daleka, oznaczała bowiem wołanie o pomoc w przypadku złapania zbrodniarza na gorącym uczynku lub wołanie o poparcie w trudnej sytuacji (jęki i biadania w czasie przedstawiania sądowi swej skargi). Zwykle dotyczy spraw o większej doniosłości, ogólniejszych (np. pogłoska o sposobie rządzenia)326.

Podstawą plotki i pogłoski jest to, że:

— budzą zainteresowanie określonego kręgu ludzi i dla nich jedynie mają znaczenie;

— mają wieloznaczną treść nadającą się do różnorodnej interpretacji, w zależności od potrzeb;

— często niejasne jest ich pochodzenie, motywy rozpowszechniania i stopień prawdy, co znacznie utrudnia, a nawet uniemożliwia polemikę z nimi i ich zwalczenie;

— zawsze zawierają „ziarno prawdy”.

Zarówno plotka, jak i pogłoska są miarą napięć w danej grupie, tworzą „klimat” w zespole, budują „atmosferę” w kręgu znajomych i przyjaciół327.

Nieuchwytność plotki i pogłoski, jej nieznane pochodzenie i szkodliwość zostały unaocznione w dawnych mitach oraz poezji przez stworzenie postaci, która znajduje się poza zasięgiem człowieka i jego kontrolą. W starożytności Fama — „głos powszechny” — mieszkała w przestworzach niedostępnych człowiekowi, obserwowała i podsłuchiwała, co się dzieje na ziemi. Jej matką była — według Wergiliusza — Ziemia, która zrodziła ją po Kojosie i Enkeladosie. Fama posiada wiele oczu i wiele ust, przelatuje z miejsca na miejsce z nadzwyczajną szybkością. Owidiusz podjął ten obraz i dookreślił wiele szczegółów. Umieścił Famę w środku świata: jej pałac, do którego przez liczne otwory dochodzą wszystkie, nawet najcichsze głosy, wznosi się tam, gdzie Niebo styka się z Ziemią i Morzem. Jest zbudowany z brązu, zawsze stoi otworem i odbija ustokrotnione wszystkie wyrazy, które do niego dochodzą. Famie towarzyszą: Łatwowierność, Pomyłka, Fałszywa Radość i Strach, Bunt i Plotka, z okien swego pałacu czuwa ona nad całym światem328.

Fama, analogicznie do gigantów i innych potworów pierwszej generacji bogów, ma charakter raczej alegorii. Można było na nią przenosić własne słabości: ciekawość, radość z czyjegoś nieszczęścia, gadatliwość, złośliwość. Przez przerzucenie na Famę własnych błędów próbowano uspokoić własne sumienie. Wykorzystywano przy tym mechanizm rządzący wszystkimi mitami: nabierały one mocy obowiązującej w momencie, gdy zostały opowiedziane. Mit raz opowiedziany stawał się prawdą absolutną, nie podlegał dyskusji, wyjaśniał świat i wszelkie relacje w nim zachodzące w stopniu ostatecznym. Odpowiadając na pytania, kiedy, jak i dlaczego istnieją wydarzenia, jaki sens ma egzystencja ludzka, uczył i stawiał wzorce. Człowiek miał naśladować opowiedziane w micie wzorcowe gesty bogów, powtarzać ich czyny, niezależnie od tego, czy dotyczyły spraw prostych, jak sposobu odżywiania się, czy działalności społecznej, ekonomicznej, rytualnej. Człowiek bowiem stawał się religijny o tyle, o ile naśladował bogów i herosów kulturowych lub mitycznych przodków329.

Biblia natomiast ostrzega przed złośliwymi oszczerstwami i lekkomyślną plotką. W Księdze Przysłów czytamy: „Obmówca wyjawia sekrety, zatem nie obcuj z gadułą” (Prz 20, 19). W Liście do Koryntian św. Paweł przestrzega: „Wskutek złych rozmów psują się dobre obyczaje” (1Kor 15, 33), a w Liście do Efezjan wskazuje: „Niech nie wychodzi z waszych ust żadna mowa szkodliwa” (Ef 4, 29). W Księdze Hioba i w Psalmach wielokrotnie mówi się o znaczeniu i niebezpieczeństwie „długiego języka”, który przywodzi człowieka do lekkomyślnych słów, bluźnierstw przeciwko bliźnim, a tym samym Bogu, oraz kłamstw. W Nowym Testamencie apostołowie w wielu listach piszą o grzechu słowa, o podwójnym języku, stronniczych pochwałach i gadulstwie szkodzącym bliźniemu. Przeciwko nadużywaniu słowa występuje szczególnie apostoł Jakub:

„Jeśli kto nie grzeszy mową, jest mężem doskonałym, zdolnym utrzymać w ryzach także całe ciało. Jeżeli przeto zakładamy koniom wędzidła do pysków, by nam były posłuszne, to kierujemy całym ich ciałem. Oto nawet okrętom, choć tak są potężne i tak silnymi wichrami miotane, niepozorny ster nadaje taki kierunek, jaki odpowiada woli sternika. Tak samo język, mimo że jest małym członkiem, ma powód do wielkich przechwałek. Oto mały ogień, a jak wielki las podpala! Tak i język jest ogniem, sferą nieprawości. Język jest wśród wszystkich naszych członków tym, co bezcześci całe ciało i sam trawiony ogniem piekielnym rozpala krąg życia. Wszystkie bowiem gatunki zwierząt i ptaków, gadów i stworzeń morskich można ujarzmić i rzeczywiście ujarzmiła je natura ludzka. Języka natomiast nikt z ludzi nie potrafi okiełznać, to zło niestateczne, pełne zabójczego jadu. Przy jego pomocy wielbimy Boga i Ojca i nim przeklinamy ludzi, stworzonych na podobieństwo Boże. Z tych samych ust wychodzi błogosławieństwo i przekleństwo. Tak być nie może, bracia moi! Czyż z tej samej szczeliny źródła wytryska woda słodka i gorzka?” (Jk 3, 2—11).

Lekkomyślne wypowiadanie słów, plotka i złośliwe pomówienia uchodzą w Biblii za zło niebezpieczne i wśród ludzi rozpowszechnione. Niebezpieczne jest nie tylko dlatego, że w ten sposób można wyrządzać szkody innym ludziom, ale i dlatego, że zgodnie z wiarą chrześcijańską, obrażając człowieka obraża się również Boga, który stworzył człowieka „na swoje podobieństwo”. Lekkomyślne plotkarstwo ściąga więc karę niebios. Tylko ten, kto starannie dobiera słów, jest zdolny „okiełznać” swe ciało i być człowiekiem „doskonałym”330.

Nie sprzyja panowaniu nad słowem współczesna masowa kultura, która nie szanuje tajemnicy i prywatności życia ludzi. Kiedyś wszystkich w jakimś stopniu obowiązywała dyskrecja, chociaż nie zawsze łączyło się to z potępieniem plotki. Bowiem plotka, która wyraźnie i stanowczo unika pomówienia, w swym temacie ogranicza się do zewnętrznych (już upublicznionych) elementów zachowania lub też, gdy otacza ją atmosfera ciepła (jednak bez zbytniej poufałości) — nie musi być czymś nagannym i szkodliwym. Zła jest przede wszystkim nadmierna „prawdomówność”, czyli niedyskrecja. Tylko w nielicznych wypadkach można ją usprawiedliwić troską o poważną wartość, np. o dobro wspólne331.

Przykładem publicznego „nadmiernego ujawniania” stała się tzw. „telewizja mówiona”, czyli programy z konwencji talk-show. Jej początki sięgają lat pięćdziesiątych, lecz rozbudowanie programów o kontrowersyjną tematykę — intymne zwierzenia, prowokację obyczajową — nastąpiło w późnych latach sześćdziesiątych. Gośćmi Phila Donahue w programie „Conversation Piece” w 1967 r. byli np. homoseksualiści i przedsiębiorca pogrzebowy. Obecnie jednak w Ameryce kogoś, kto opowie w telewizji o wszystkim — np. o swoim pierwszym stosunku, o tym, że był maltretowany przez ojca, czy o spotkaniu z nieznaną cywilizacją — nazywa się „świnią medialną” (media pig). Programy „ujawniające” cieszą się jednak coraz większą popularnością. Ich bohaterowie za swe wyznanie otrzymują wynagrodzenie, niektórzy stają się idolami widzów. Ww. programy odwołują się do coraz bardziej powszechnej tendencji do zdzierania zasłony prywatności, mają swe źródło w rosnącym zapotrzebowaniu na odsłanianie „życiowych prawd”. Podglądactwo i odsłanianie szczegółów intymnego życia innych jest coraz powszechniejsze. Prasa kobieca pełna jest plotek na temat szczegółów intymnego życia popularnych osób, a w programach młodzieżowych bez zawstydzenia opowiada się np. o inicjacji seksualnej. Ekshibicjonizm stał się dzisiaj rodzajem rozrywki, a plotka cennym towarem dla medialnych przedsiębiorców332.

Istota tego zjawiska tkwi w sposobie rozumienia godności osobistej. Dawniej człowiek budował ją na swojej tożsamości — im bardziej była niezależna i wewnętrznie spójna, tym poczucie godności było większe. Obecnie upublicznienie jest sposobem wzmocnienia prestiżu społecznego i budowania poczucia własnej wartości. Niezrozumiałe dzisiaj wydają się słowa Arystotelesa: „prawdomówność jest złotym środkiem między tym, co powinno być wyjawione, a sekretem, który powinien być zachowany”333.

Do negatywnych aspektów plotki należy to, iż:

— powstaje ona z pobudek bardzo niskich lub niedopuszczalnych moralnie, jak zazdrość, zawiść, chęć zemsty, przesadna ambicja, potrzeba znaczenia, złośliwe zadowolenie z czyichś nieszczęść;

— jest zwykle rozpowszechniana pod warunkiem dochowania tajemnicy, a więc towarzyszą jej wyrzuty sumienia i przekonanie, że jej powtarzanie jest „nie fair”, a nawet „zabronione”;

— może wyrządzić wiele krzywdy, jako pomówienie, zniesławienie, obraza lub nieprawda.

Najczęściej plotka ukrywa istotne problemy — jest parawanem, który zasłania negatywne strony życia jej autorów. Słynny psycholog społeczny, Gordon Allport, twierdzi: „Ludzie, którzy znają siebie, nie ulegają przyzwyczajeniom obwiniania innych za to, za co sami są odpowiedzialni”334. Samopoznanie zmniejsza pokusę projektowania na innych własnych słabości. Obroną przed plotkowaniem jest „stanięcie w prawdzie” — poznanie siebie.

Art. 216. § 1 K.k
Jak tak można czy ja nie jestem człowiekiem.Dlaczego taka jedna czy druga szmata to robi.Ten mądry artykuł może coś wyjaśni.Ktoś kto tak się zachowuje jest sam osoba nie zrównoważona psychicznie i powinien się leczyć.Jacek
05.07.2010 o godz. 22:11

Bawię się zupełnie na poważnie ucząc się sztuki rysowania i szkicowania.Po co to robię jak i tak poza nie licznymi znajomymi nikt tego nie zobaczy a jeśli nawet to kogo to zainteresuje.No i tu na blogu po za prezentacją nic więcej.Bo komu potrzebne jakieś tam szkice albo obrazy których,jest tyle pod dostatkiem a zwłaszcza tanich podróbek i reprodukcji.Zatem nawet psu z kulawą nogą jest to zbyteczne.To co że ktoś ma jakiś tam uzdolnienia albo talenty,skoro dziś takie rzeczy nie są w kręgu zainteresowania zwykłych ludzi. Kultura i Sztuka dla wielu przeciętnych ludzi żyjących w tym narodzie jest tak odległa i nie osiągalna jak najdalej oddalona planeta w naszym układzie słonecznym.To po co kupuje te farby,pędzelki,papier,książki dla artystów.Bo to mnie broni przed obłędem i depresją albo od czegoś gorszego jak u mojej córki,która już dwa razy albo więcej postanowiła nie żyć.No ale to jest choroba którą można pokonać.Zatem w tej mojej szarej i prawie pozbawionej nadziei egzystencji jest coś ,co może przynieś jakieś wymierne korzyści.Jak już zakończę ten kurs rysowania zwierząt umieszczę pozostałe rysunki i szkice na blogu.
02.07.2010 o godz. 17:16


Nowy Targ to niewielkie galicyjskie miasteczko w ostatnim czasie stało się miejscem zwiększonej liczby samobójstw.Właściwie nie ma już miesiąca żeby jeden lub dwóch desperatów nie odebrało by sobie życie a szczególnym upodobaniem samobójców jest śmierć przez powieszenie.Mówi się w mediach o skutkach transformacji ustrojowej i zmian z państwa opiekuńczego na zimne realia bezdusznego kapitalizmu który,jest powodem coraz słabszej kondycji psychicznej polskiego społeczeństwa i powszechnej znieczulicy.Ten kapitalizm gdyby jeszcze miał ludzką twarz z całą pewnością nie było by to tak powszechnie występującym zjawiskiem. Tymczasem jesteśmy nadal w XIX wiecznym kapitalizmie w którym człowiek jest przedmiotem a nie podmiotem a słabe jednostki ,chore nie umiejące dostosować się do twardych reguł kapitalizmu jak w świecie przyrody muszą być pożarte.Prawo dżungli o którym mowa jak w piosence polskiego zespołu rockowego Lady Pank ,,Fabryka Małp''jest jedynym prawem a nie prawo człowieczeństwa oraz miłości,której wydaje się już prawie nie ma .Tylko chyba ludzie dziś zapomnieli że,nie jesteśmy zwierzętami choćby takimi jak te które,ostatnio szkicuje i rysuje a zamieściłem na blogu. Kto pamięta film Andrzeja Wajdy pt:"Ziemia obiecana'' albo inny pt:"Zaklęte Rewiry" bardziej mi bliski, bo akcja filmu ma miejsce nie tak daleko od Nowego Targu i opowiada o realiach biedy , ciemnoty Galicyjskiej kapitalizmu o świńskim ryju.Jakie są powody że,ludziom o słabej psychice przychodzi myśl odebrania sobie życia.Głównie te zimne realia ale czasem brak zwykłej ludzkiej solidarności której,jak na ironie jesteśmy kolebką.Dużo tu też naszych polskich cech narodowych po których ,rozpoznamy coraz bardziej szerzącą się dziś w naszym społeczeństwie zawiść,zazdrość i wszechwładny alkoholizm,narkomania oraz inne.Sam się wiele razy przekonałem o jeszcze jednej przywarze polskości to jest tzw:złym języku który,zwłaszcza tu w Galicyjskim śmieciowisku też już nie jedną osobę zmusił do tego tragicznego w skutkach czynu jakim jest samobójstwo.Przy okazji informacja dla wszystkich plotkar jestem po rozwodzie i żadna kobieta nie rozbiła mojego małżeństwa.To dla Was małpy z Nowego Targu nawet po rozwodzie człowiek ma prawo do szczęścia u boku innej kobiety.Ta zaś Brona prokuratora w stanie spoczynku niech dalej roznosi o mnie kłamstwa.Żadna z Was nie jest bez grzechu a jednak interesujecie się wszystkim co nie powinno Was interesować.Szkoda Ze nie jestem jakimś znanym aktorem albo pisarzem,politykiem czy sportowcem albo piosenkarzem to przynajmniej zaistniał opisywany przez tablety i jeszcze co nie co zarobił.To była by całkiem realna szansa się wybić z tego małomiasteczkowego kołtuństwa.Ta Pani Brona z cała pewnością musiała Wam koszmarne plotkary pomóc w jakieś brudnej sprawie i nie źle im zapłaciliście.W ten sposób uniknęliście więzienia,konfiskaty mienia albo innych następstw waszych brudnych spraw sądowych a inni poszli siedzieć bo nie mieli pieniędzy.Musicie być lojalni i nie znając prawdy roznosić po mieście prawdziwe kłamstwa.Czy osoba która jest Jej siostrzenica złapana na gorącym uczynku,gdy wprowadzała fałszywą 50 złotówkę nie ponosząc konsekwencji za to nie wystarczy Wam zjadliwe żmije by się zastanowić nad tym co robicie.Tymczasem inna kobieta poszła na kilka lat do więzienia.No a pani prokurator nakazała swoim asesorom by tej biednej siostrzenicy umorzyć wszczęte postępowanie wyjaśniające zaistniały karalny czyn,za którego jej nawet włos z głowy nie spadł.To jest osoba której teraz służycie a co niedziele chodzicie do Kościoła i karmicie albo ciałem Chrystusa.Miałem pisać o wisielcach a przy okazji poruszyłem swój problem ale dla mnie to jest zupełnie obojętne co te szmaty mówią,bo ludzie mający się za lepszych w swym mniemaniu bardzo często są tylko kreaturami godnymi politowania.Tyle nieszczęścia na tym świecie i z tego powodu także.Nie będę pisał co może zmienić zaistniałą sytuacje bo wszyscy wiemy to dobrze ale miejmy świadomość że,żyjemy w tym samym świecie co tamci którzy podjęli tak tragiczną decyzje i odebrali sobie życie.Jutro tak bezsensowna śmierć może zapukać do naszych rodzin i domów a dobry i łaskawy Bóg rozliczy z uczynków miłości w stosunku do bliźniego.Kończę bo treść tego co napisałem zaczyna przypominać kazanie w Kościele.To przecież nie moja działka.Jan Radwan
Życie ludzkie nic nie znaczy?
5625, 4221, 400, 188, 136�Ś to liczby, które nie mają żadnego znaczenia tak samo jak nie ma znaczenia dla niektórych ludzkie życie. 5625 prób samobójczych, w tym 4221 przez powieszenie, 400 – rzucenie się z wysokości, 188 – środki nasenne, 136 – samookaleczenia.

Każdego dnia, co czterdzieści sekund ktoś odbiera sobie życie. To więcej niż ginie w wyniku morderstw i wypadków drogowych. Te wstrząsające dane powinny nas zmusić do odpowiedzenia sobie na pozornie proste pytanie, dlaczego nie znamy i nie rozumiemy wartości ludzkiego życia? Dlaczego coraz więcej ludzi nie potrafi sobie poradzić ze swoimi problemami, choć teoretycznie jest coraz więcej osób, do których mogą zwrócić się o pomoc?

>Psychologowie wymieniają wiele różnych powodów tak dużej liczby samobójstw: kłopoty rodzinne, bezrobocie, utrata kogoś bliskiego, ciężka choroba, brak poczucia bezpieczeństwa, przewlekły stres, depresja, ale także kłopoty w szkole, czy nieszczęśliwa miłość. I choć wydaje nam się to oczywiste to wcale takim nie jest. Nie wiemy, co myślały osoby, które odebrały sobie życie, co było w ich głowie, co ich zmusiło do tak dramatycznej decyzji, dlaczego nie liczyły się z uczuciami swoich bliskich?

>Niektórzy uważają, że samobójstwo jest wołaniem o pomoc... wołaniem, którego nikt nie słyszy? A może wołaniem, które tak naprawdę nie jest do nikogo skierowane? Zdarza się, że osoby, które zamierzają popełnić samobójstwo wysyłają pewne „znaki ostrzegawcze". Są to: pragnienie otrzymania pomocy od kogoś i uniknięcia samobójstwa, pragnienie poinformowania bliskich, aby byli przygotowani do poniesienia straty, pragnienie wywarcia presji na bliskich oraz nadmiar własnych uczuć, z którymi nie można sobie dłużej radzić. Sygnały te mogą być listami, słowami, pytaniami... Nie zawsze jednak jest to łatwe do zauważenia. Dlatego musimy być czujni i zwracać uwagę na zachowanie otaczających nas osób. Pewna 67-letnia kobieta rok temu straciła męża, a kilka miesięcy temu również najlepszą przyjaciółkę. Teraz uważa, że nie ma już dla kogo żyć. 19-letni chłopak, maturzysta, uczy się całymi dniami, popadł w konflikt z matką, która wciąż powtarza, że matura jest najważniejsza... sam przyznaje, że przed popełnieniem samobójstwa powstrzymał go przyjaciel.

>Jak widać problem samobójstwa dotyczy ludzi w różnym wieku. Uważam, że każdy z nas powinien zastanowić się nad wartości swojego życia. NIGDY nie możemy zapomnieć, że jest ono tylko jedno i że ZAWSZE znajdzie się ktoś, kto nam pomoże. Miejmy oczy i uszy szeroko otwarte, PAMIĘTAJMY możemy uratować ludzkie życie...
28.06.2010 o godz. 23:40
Happy-1967
Szczęście
Skąd: Polska
O mnie: Nic wielkiego ale kocham pisać i czytać poezje i prozę wielkich pisarzy noblistów.Kocham książki i dlatego namiętnie je czytam i kupuje .Choć jest bardzo kosztowne to czasem wpada mi do rąk jakiś biały kruk choćby w antykwariacie.Ostatnio bawię się w malarstwo artystyczne akwarele,pastele tłuste i suche ,kredki akwarelowe,szkicowanie ,piórko i akryl.Marze o napisaniu czegoś prozą.
statystyki
  • Czas na Bloblo: 20 dni 19 godzin 46 minut
  • Napisanych notek: 730
  • Komentował: 127 razy
  • Zebranych komentarzy: 229
  • Ostatni wpis: 02.09.10, 00:26
  • Wpis średnio co: 2 godziny
  • Profil odwiedzono: 40056 razy
  • Ilość avatarów: 8
  • Ilość zdjęć: 8
  • Ilość filmów: 113
  • Ilość logowań: 458
  • Ostatnie logowanie: 02.09.10, 08:53
  • Ostatnio odwiedzili: dreamownia, Anioleczek, Julia1987, Milagros, kwiatek, takajedna, zizu911, Zagadka93, Unknown, matmlaze
sekcja użytkownika
Mam ochotę być szczęśliwym i innych uszczęśliwiać ale nie dawać swojej energii ludziom toksycznym i innych ciągnąć ,dosyć tego w moim życiu było.